Strona główna » Niemiecki paszport » Został Niemcem
 
 
Praca sezonowa
Niemcy
Na zbiory do Niemiec
Włochy
Francja
Austria
Holandia
Hiszpania
Skandynawia
Kraje pozostałe
Europa

Uwaga! Wszystkie teksty
pochodzą z dwutygodnika:
"Praca i Nauka za granicą".
Oszukany, oszukana
1.07.2005r.

ZA ODRĄ | Po zwycięskim boju z urzędnikami
Został Niemcem

Obywatelstwo po dziadku Mariusz otrzymał w zaledwie dwa i pół roku od złożenia dokumentów. Na początku nic nie wskazywało na szczęśliwy finał, gdyż wrocławski Konsulat odmówił przyjęcia wniosku. Udało się go jednak złożyć w Niemczech.

          Dziadek Mariusza urodził się w 1917 roku w Górze Śląskiej, gdzie z przerwami mieszkał do 1945 roku. Z chwilą odrodzenia się państwa polskiego, miasto to znalazło się po stronie niemieckiej. Gdy wybuchła II wojna światowa, dziadka powołano do niemieckiej armii. Po wojnie wrócił w rodzinne strony, które w wyniku ustaleń konferencji jałtańsko-poczdamskiej zostały wcielone do Polski.
          Historia dziadka Mariusza daje wystarczające podstawy do tego, by jego potomkowie mogli się starać o obywatelstwo. Problem w tym, że wszystkie dokumenty z tego okresu zaginęły.

Wizyta w Konsulacie
          Obywatelstwo niemieckie dziadek Mariusza odzyskał w roku1990. Swoje pochodzenie udowodnił zeznaniami trójki świadków, które zostały pozytywnie zweryfikowane przez Niemców.
          12 lat później, Mariusz i jego ojciec z przygotowanym wnioskiem i załączonymi dokumentami, pewni siebie pojechali do niemieckiego Konsulatu we Wrocławiu. Oprócz aktów urodzenia mieli ze sobą akt nadania obywatelstwa z 1990 roku oraz niemiecki paszport i dowód osobisty dziadka.
          Wielkie zaskoczenie spotkało ich, gdy urzędniczka kategorycznie odmówiła przyjęcia wniosku. Uzasadnieniem decyzji był brak dokumentów z okresu 1913-1945. Na nic się zdały tłumaczenia, że papiery te zaginęły w zawierusze wojennej, a prawdziwość niemieckiego pochodzenia dziadka potwierdzili świadkowie. Mariusz i jego ojciec postanowili jednak walczyć dalej.

Pokerowe zagranie
          Kilka tygodni później pojechali do Niemiec, by spróbować złożyć wniosek w Federalnym Urzędzie Administracyjnym w Köln. Na miejscu okazało się, że nie jest to możliwe. Zgodnie z przepisami, Polacy mogą to zrobić jedynie w niemieckich konsulatach w kraju. Reakcja Mariusza po tych słowach urzędniczki była natychmiastowa. – Powiedziałem, że w niemieckiej Ambasadzie w Warszawie poinformowano nas, o tym, że skoro mamy rodzinę w Niemczech (dziadek z chwilą uzyskania obywatelstwa wyjechał za Odrę, by zamieszkać u syna, brata taty Mariusza) to możemy tu złożyć dokumenty.
W chwili gdy Mariusz wypowiadał te słowa, jego ojciec z opuszczoną głową kierował się w stronę wyjścia. – To było kłamstwo w dobrej wierze, gdyby nie ono, na zawsze pozbawilibyśmy się jakichkolwiek szans na obywatelstwo – tłumaczy chłopak.
          Na szczęście niezbyt zorientowana urzędniczka przyjęła wniosek i sprawa posunęła się o krok naprzód. Niedługo potem pojawiły się kolejne problemy.

Przyspieszenie
          Po trzech tygodniach od złożenia dokumentów nadeszła odpowiedź, że dochodzenie związane z rozpatrzeniem podania może być żmudne i obszerne, a w związku z duża ilością spływających wniosków, czas oczekiwania będzie długi. Mijały miesiące, a sygnału z Niemiec nie było.
          Mariusz postanowił oddać sprawę w ręce niemieckiej pani mecenas. Jak się okazało, był to strzał w dziesiątkę. Pierwszą wspólną decyzją było napisanie wniosku o przyspieszenie całej procedury. Podanie to było umotywowane tym, że po śmierci brata ojca Mariusza, dziadek pozostał sam bez opieki. A przyznanie obywatelstwa drugiemu synowi, pozwoliłoby mu zająć się ojcem.
          Dopiero wtedy urzędnicy zapoznali się z całą dokumentacją. Gdy wydawało się, że wszystko jest już na dobrej drodze, sprawa nieoczekiwanie wróciła do punktu wyjścia.

Szczęśliwy finał
          Urząd Federalny zwrócił się do Mariusza o przesłanie dokumentów z lat 1913-1945, tych samych, których brak uniemożliwił mu złożenie wniosku we Wrocławiu. – Z tamtego okresu nie zachował się żaden dokument oprócz książeczki rodzinnej. Dowód osobisty, paszport, świadectwa szkolne oraz akt zameldowania zaginęły – tłumaczy Mariusz. – Ponownie zwróciłem się o pomoc do prawnika.
          Sporządzono kolejne pismo, w którym wyjaśniono okoliczności w jakich dziadek otrzymał obywatelstwo i zwrócono się do urzędu, aby ten z własnego archiwum wyciągnął akta potwierdzające jego niemieckie pochodzenie. Chodziło o protokoły zeznań świadków i całą dokumentacje związaną z ich weryfikacją.
           Po sześciu miesiącach od tego momentu Mariusz odebrał list z decyzją o przyznaniu paszportu. W sumie formalności trwały 2,5 roku. To i tak bardzo krótko, biorąc pod uwagę, że średni czas na rozpatrzenie wniosku wynosi trzy, cztery lata. – Duża w tym zasługa pani mecenas, bez której sprawa zakończyłaby się niepowodzeniem – przyznaje Mariusz. – Za całą usługę zapłaciłem niewiele ponad 300 euro.
Maciej Sibilak

 

Porady prawne
Niemiecki paszport
Adwokaci polskojęzyczni w Niemczech
Niemieckie przepisy
Sonda
Czy uważasz, że Polska powinna znieść wszelkie ograniczenia przy zatrudnianiu Ukrainców?