Strona główna » Holandia » Deszcze niespokojne potargały sad
 
 
Praca sezonowa
Niemcy
Na zbiory do Niemiec
Włochy
Francja
Austria
Holandia
Hiszpania
Skandynawia
Kraje pozostałe
Europa

Uwaga! Wszystkie teksty
pochodzą z dwutygodnika:
"Praca i Nauka za granicą".
Oszukany, oszukana
23.03.2005r.

Holandia | Blaski i cienie pracy w holenderskim rolnictwie
Deszcze niespokojne potargały sad...

Tysiące Polaków jeżdżą co roku do Holandii do pracy – stałej lub sezonowej – w rolnictwie. Są nawet osoby, dla których praca ta jest podstawowym źródłem utrzymania. Coraz częściej jednak słyszy się, że nie jest to już tak opłacalne, jak jeszcze kilka lat temu.
          Rozwinięta rolniczo Holandia (ponad 50 proc. powierzchni tego kraju to użytki rolne) od lat przyciąga jak magnes Polaków szukających zarobku za granicą. Szczególnie wiele osób wyjeżdża tam w lecie, będącym z reguły (zależy to od gałęzi rolnictwa) sezonem zbiorów. Są tacy, którzy spędzają tam większą część roku, pracując w szklarniach lub pomagając przy hodowli zwierząt.
          Popularne rolnicze zagłębia to przede wszystkim północna część tego kraju (centrum niderlandzkiego sadownictwa, ale i upraw typu kapusta, kalafiory lub brokuły), region Hagi (z tysiącami szklarni hodowców kwiatów), a na południu okolice Eindhoven i Venlo (przy granicy niemieckiej).

Między młotem, a kowadłem
          Powyższe stwierdzenie zdaje się dobrze opisywać sytuację Polaków pracujących w holenderskim rolnictwie. Związki zawodowe, w tym kraju równie silne jak w pozostałych państwach „starej Unii”, starają się wszystkimi siłami blokować dostęp polskich – i nie tylko – pracowników, do miejsc pracy w ich kraju . Dotyczy to również rolnictwa, mimo iż cierpi ono na stały brak rąk do pracy. Po drugiej stronie barykady są organizacje farmerów i ogrodników (szczególnie tych posiadających większe uprawy), dążące do obniżenia kosztów produkcji i zwiększenia konkurencyjności. W środku tego sporu znajdują się pracownicy z nowych krajów członkowskich Unii, przede wszystkim Polacy – bezcenni dla plantatorów, ale kłopotliwi dla rozpieszczonych brakiem konkurencji holenderskich pracowników. Rodzi to wszystko sytuację dziwną i niejasną, ze skutkami najczęściej niekorzystnymi dla naszych rodaków.

W poszukiwaniu kontaktu
          Wszystko to wydaje się nie przeszkadzać tysiącom osób szukających możliwości pracy w Holandii. Poszukiwania te wiele osób rozpoczyna już w Polsce, korzystając z usług różnej maści pośredników – mniej lub bardziej wiarygodnych –  rekrutujących pracowników dla holenderskich farmerów i ogrodników. Warto jednak zauważyć, iż pośrednicy ci najczęściej interesują się osobami posiadającymi, oprócz paszportu polskiego, także paszport niemiecki, który ciągle jest przepustką do szybkiego i bezproblemowego znalezienia legalnej pracy w Holandii. Osoby te są bowiem traktowane jako obywatele „starej Unii” i nie dotyczą ich ograniczenia wiążące „zwykłych” Polaków. Tym ostatnim pozostają dwa wyjścia – po pierwsze, brnięcie przez polskie oraz holenderskie procedury lub – po drugie – wyjazdy w ciemno, związane z samodzielnym poszukiwaniem pracy (głównie nielegalnej).

Z papierami i bez
          Do 1 maja 2004 roku praca legalna i na czarno, w zasadzie współistniały ze sobą na równych prawach. Teoretycznie ścigano zarówno zatrudniających nie zarejestrowanych pracowników, jak i samych zatrudnionych na czarno. W praktyce jednak, do bardziej zdecydowanych działań policji podatkowej dochodziło bardzo rzadko. W regionach rolniczych farmerzy nie ukrywali wręcz – nawet przed swoimi polskimi pracownikami – iż istnieją niepisane umowy pomiędzy nimi i urzędnikami służb podatkowych. Nawet stawki za pracę legalną i nielegalną były podobne – od 4,50 do 6 euro za godzinę pracy (takie zresztą są i dzisiaj), przy czym pracujący na czarno mieli jeszcze tę przewagę, że nie obejmowały ich żadne przepisy podatkowe.
          Wszystko to ułatwiało również poszukiwanie zajęcia osobom wyjeżdżającym do pracy w ciemno. Wystarczyło bowiem pojawić się w odpowiednim regionie w okresie zbiorów (np. we wrześniu i październiku w okolicach sadów, wiosną w rejonach uprawy kwiatów), by niemal od ręki i bez załatwiania jakichkolwiek formalności znaleźć robotę przynajmniej na kilka tygodni.

Krajobraz po Unii
          Wejście Polski do UE spowodowało istotną zmianę całej sytuacji. Ciągle uprzywilejowani są posiadacze niemieckich paszportów, ale zwiększyły się możliwości legalnego zatrudnienia osób legitymujących się wyłącznie polskim dokumentem. W miesiącach letnich 2004 roku (w okresie od czerwca do końca sierpnia) doszło nawet do tego, iż rolnictwo czasowo wpisane zostało na listę sektorów zwolnionych z tzw. testu rynku pracy, co umożliwiło holenderskim farmerom i plantatorom zatrudnianie niemal bez ograniczeń (co ważne, przy spełnieniu minimalnych formalności) polskich pracowników.
          Równocześnie jednak, mocno ograniczone zostały możliwości podejmowania pracy bez zezwolenia. Kontrole ze strony policji podatkowej – co potwierdzają zarówno holenderscy pracodawcy, jak i polscy pracownicy – nasiliły się i są obecnie dużo bardziej rygorystyczne. Zwiększyły się również (do kilkudziesięciu tysięcy euro za każdą osobę) kary płacone przez pracodawców zatrudniających na czarno. Wszystko to skutecznie odstrasza Holendrów od tego procederu. Szczególnie dotyczy to małych oraz średnich farmerów i sadowników, dla których te kilkadziesiąt tysięcy euro to kwoty znaczące.

Przydatny język
          W ciągu ostatniego roku warunki panujące na rynku pracy w holenderskim rolnictwie zmieniły się więc zasadniczo. Wyjazdy w ciemno do pracy, szczególnie nielegalnej, to dużo większe ryzyko niż w latach wcześniejszych. Trzeba też brać pod uwagę fakt, iż nie jest już tak łatwo szukać pracy na miejscu, gdy przyjeżdża się w daną okolicę tuż przed samymi zbiorami. Należy raczej próbować kontaktować się wcześniej z potencjalnymi pracodawcami.
          W tej sytuacji większego znaczenia nabiera również znajomość języków obcych – niekoniecznie niderlandzkiego. Wystarczy znać choć trochę angielski, bo większość Holendrów (w tym niemal wszyscy urzędnicy) nie ma z nim kłopotów. Można też próbować rozmawiać po niemiecku.  Nie są to umiejętności niezbędne w samej pracy – aczkolwiek nadal wielu Polaków pracujących na polach lub zbierających owoce radzi sobie bez tego – ale z pewnością potrzebna jest ona do samodzielnego załatwienia formalności i spraw urzędowych związanych z podjęciem legalnej pracy. Jest bowiem zdecydowanie lepiej (i taniej) załatwić je osobiście, niż zdawać się na łaskę i niełaskę polskich pośredników oraz samych Holendrów.

*  *  *

          Wyjazd do pracy w holenderskim rolnictwie jest ciągle jeszcze dość atrakcyjny. Daje możliwość dorobienia sobie niezależnie od posiadanych kwalifikacji. Nie jest jednak sposobem na szybkie zbicie dużego majątku. A wyjazd niezaplanowany może wręcz zakończyć się finansową klapą i wydaleniem z Holandii. Dlatego dobrze jest, nawet zakładając wyjazd sezonowy, przygotować się do niego solidnie i zaplanować go dużo wcześniej. Pozwoli to uniknąć wielu nieoczekiwanych, zazwyczaj przykrych, sytuacji.

Michał  Kuś

 

Porady prawne
Niemiecki paszport
Adwokaci polskojęzyczni w Niemczech
Niemieckie przepisy
Sonda
Czy uważasz, że Polska powinna znieść wszelkie ograniczenia przy zatrudnianiu Ukrainców?