Strona główna » Włochy » Schronisko strachu
 
 
Praca sezonowa
Niemcy
Na zbiory do Niemiec
Włochy
Francja
Austria
Holandia
Hiszpania
Skandynawia
Kraje pozostałe
Europa

Uwaga! Wszystkie teksty
pochodzą z dwutygodnika:
"Praca i Nauka za granicą".
Oszukany, oszukana
12.08.2005r.

WŁOCHY | Gdy pies jest czymś więcej niż człowiek
Schronisko strachu

Hubert od momentu wyjścia z wojska ciągle szukał pracy. Bezskutecznie. Kiedy nadarzyła się okazja wyjazdu do Włoch, nie zastanawiał się długo. Nie przypuszczał, że w ten sposób rozpocznie się największy koszmar jego życia.
          Brat Huberta, Adam, pracował tam od jakiegoś czasu w położonym niespełna 50 kilometrów na północ od Rzymu gospodarstwie niejakiej pani Glorii, która potrzebowała jeszcze jednego pracownika. Ustalono, że na początku Hubert nie będzie otrzymywał wynagrodzenia, a jedynie dach nad głową i wyżywienie, w zamian za co miał uczyć się włoskiego i pomagać bratu w prowadzeniu gospodarstwa. Z czasem, gdy wszystkiego się nauczy, miał stać się pełnoprawnym pracownikiem i otrzymywać normalną pensję.

Ta praca to nie bajka
          Hubert zamieszkał  w małym pokoiku na strychu, razem ze swoim bratem i jego dziewczyną. W obejściu mieszkało także 40 psów i 60 kotów, które bezkarnie buszowały po całym domu. Opieka nad nimi była obowiązkiem Huberta i jego brata. Praca zaczynała się o godz.7.00 i trwała do 22.30, z przerwą na obiad między 14.00 a 16.00.
          Pierwszym obowiązkiem Huberta – jeszcze przed śniadaniem – było uprzątnięcie tzw. tawerny czyli salonu z kuchnią. Tu właśnie zamykane było na noc 20 psów. Spały one na materacach i kocach rozkładanych codziennie na podłodze. Tu również załatwiały swoje potrzeby. Należało więc powynosić mokre materace przed dom, aby wyschły, usunąć odchody i umyć podłogę.
          Po typowo włoskim śniadaniu (kawa i biszkopty) Hubert przystępował do sprzątania obejścia: boksów dla psów i kotów, garażu; mycia 100 misek i 12 kocich kuwet.
          W domu pani Glorii znajdowały się trzy kuchnie. Jedna z nich przeznaczona była wyłącznie dla zwierząt .Tu właśnie razem z bratem gotowali dla psów makaron z dodatkiem mięsa z kurczaka. Koty zaś karmili wyłącznie markowym mięsem z puszek.
          One właśnie były ulubieńcami pani Glorii i  miały w schronisku  szczególne przywileje. Zajmowały  pokoje, do których Hubertowi nie wolno było nawet wchodzić .Ich boksy ogrzewane były specjalnymi lampami, co kosztowało właścicielkę 300 euro miesięcznie.
          Pani Gloria wymagała od swoich pracowników, aby znali wszystkie psy po imieniu i odpowiednio się do nich odnosili. Czasami, podczas sprzątania i przeganiania psów, Hubert musiał „prosić” psa o pozwolenie wejścia do pokoju.
          Wykonywanej pracy towarzyszył nieprzyjemny zapach zwierzęcych odchodów i krytyczne uwagi pani Glorii, a często także obraźliwe słowa.

Czas wolny.
          Dwa razy w tygodniu Hubert i jego brat mieli wolne popołudnie, pod warunkiem, że rano oporządzili gospodarstwo. Musieli się śpieszyć, by zdążyć na pociąg do Rzymu o 14.30. Niestety, któregoś dnia tak się spieszyli, że zapomnieli nalać do psich misek wody. Po powrocie dostali ostrą reprymendę, a pracodawczyni stwierdziła, że nie da im pić, aby odczuli na jakie cierpienia skazali zwierzęta.
          Druga nieprzyjemna sytuacja miała miejsce, kiedy któregoś razu w Rzymie uciekł im ostatni pociąg (o 18.30) i nie mieli jak się dostać do „domu”. Zadzwonili więc do pani Glorii, przepraszali i ze łzami w oczach błagali, by po nich przyjechała .Odmówiła, mimo iż wiedziała, że będą musieli spędzić noc na ulicy. Kiedy po bezsennej nocy wrócili pierwszym rannym pociągiem, mogli tylko pomarzyć o odpoczynku. Mieli przed sobą cały dzień ciężkiej pracy. Zwierzęta nie mogły czekać....

Dramatyczna ucieczka
          Praca w schronisku była ciężka, nieprzyjemna i nisko płatna. Polacy w końcu dość mieli szykan i wykorzystywania więc postanowili poszukać innego zajęcia. Kiedy poinformowali o swoich zamiarach panią Glorię, ta rozkazała im pozostać do czasu, aż znajdzie nowych pracowników. Niestety, oczekiwała od kandydatów miłości do wszystkich zwierząt, nawet do... pająków, więc czas płynął, a zastępstwa nie było.
          W końcu, gdy Adam, który dobrze znał Włoski znalazł w Rzymie dobrą pracę, bracia zdecydowali się uciec z gospodarstwa korzystając z nieobecności właścicielki. Hubert podłapał kilka fuch, na których majątku nie zarobił i po kilku dniach zdecydował się wrócić do Polski.

Bilans zysków i strat
          Hubert spędził we Włoszech półtora miesiąca. Przez dwa tygodnie pracował za darmo, a później za miesiąc dostał 350 euro. Część pieniędzy wydał na wycieczki do Rzymu (2,5 euro w jedną stronę), choć zwiedzał głównie to, co było bezpłatne ( Bazylikę Św. Piotra, Kaplicę z grobem Victorio Emanuele, znane włoskie fontanny). Na wejście do Muzeum Watykańskiego nie było go stać (5 euro). Bilet powrotny kosztował 100 euro. Do kraju przywiózł równowartość 280 złotych...

Marta Łyżwa
          Imiona bohaterów zostały na ich prośbę zmienione.

 

Porady prawne
Niemiecki paszport
Adwokaci polskojęzyczni w Niemczech
Niemieckie przepisy
Sonda
Czy uważasz, że Polska powinna znieść wszelkie ograniczenia przy zatrudnianiu Ukrainców?