Strona główna » Włochy » Płacz diomedeuszy
 
 
Praca sezonowa
Niemcy
Na zbiory do Niemiec
Włochy
Francja
Austria
Holandia
Hiszpania
Skandynawia
Kraje pozostałe
Europa

Uwaga! Wszystkie teksty
pochodzą z dwutygodnika:
"Praca i Nauka za granicą".
Oszukany, oszukana
15.07.2005r.

WŁOCHY | Wykorzystywanie przez pracodawców jest na porządku dziennym
Płacz „diomedeuszy”

Kiedy po dwóch tygodniach usuwania chwastów na plantacji pomidorów w okolicach Foggii  znajomy zaproponował mi pracę w restauracji, ucieszyłam się. Miałam pracować w „Ostatni il paradiso” – na wyspach Tremiti położonych na Adriatyku.

          Moją obawę budziły nieco wymagania właścicielki restauracji, która postawiła twarde warunki: dobra znajomość kilku języków. Ale po przemyśleniu wszystkich za i przeciw, nie wahałam się dłużej. Lato we Włoszech potrafi być upalne. Rześkie poranne powietrze szybko ustępuje napływającym falom gorąca. W południe temperatura często przekracza 40 stopni C i wydaje się, że wszystko wokół wiruje. Pot zalewa oczy, nawet popijanie zamrożonej  w butelce wody na krótko przynosi ulgę, zwłaszcza, jeśli pracuje się w polu... Dlatego postanowiłam skorzystać z okazji i podjąć nową pracę.
          Droga do „raju” wiodła najpierw przez zielone wzgórza z połyskującą u ich podnóża taflą wody, cudowne średniowieczne miasteczko Peschici położone nad morzem na Półwyspie Gargano. Czekała mnie jeszcze niezapomniana przeprawa statkiem przez Adriatyk. Miałam pracować na wyspie San Nicola.
          Od Karoliny, właścicielki restauracji dowiedziałam się, że zamiast podawania posiłków i konwersacji z wielonarodowymi gości, będę pracować w kuchni. Miałam zarabiać 700 euro miesięcznie, a posiłki i noclegi – gratis.
          Restaurację prowadziła Karolina z mężem, który przygotowywał posiłki, oraz dwiema córkami. To one głównie podawały do stołu. Mój pierwszy dzień pracy skończył się po 2.00 w nocy. W pokoju padłam zmęczona na łóżko, jednak nie pozwalał mi zasnąć głośny – przypominający płacz dziecka – krzyk ptaków zwanych „diomedeuszami”. Według legendy na wyspie został pochowany Diomedeusz, który wrócił ranny z wojny Trojańskiej, a jego towarzysze zostali zamienieni w rzadki gatunek ptaków i do dziś co noc opłakują śmierć wodza.
          Pracę zaczynałam o 7.00. Po porannej espresso, z pustym żołądkiem sprzątałam w restauracji i barze, nakrywałam do stołu i pomagałam kucharzowi przygotować dania obiadowe, na które składały się głównie owoce morza. Wreszcie dostawałam obiad. Zwykle makaron z sosem. Później czekało mnie zmywanie i sprzątanie kuchni na błysk. Dopiero potem mogłam zjeść kolację. Znowu makaron.
          Mój dzień się jednak na tym nie kończył. Wieczorem do baru napływali pierwsi goście, a mąż Karoliny dawał mi do zrozumienia, że mój dzień pracy jeszcze się nie skończył. Wracałam więc do kuchni, a do pokoju wracałam o 2.00 w nocy. Byłam tak zmęczona, że natychmiast zasypiałam nie słysząc już przeraźliwego krzyku „diomedeuszy”.
          Karolina codziennie żądała ode mnie po przyjściu do pracy klucza od pokoju, więc w ciągu dnia nie mogłam tam nawet przez chwilę odpocząć. Pracowałam już kilka dni i często zastanawiałam się czy moja szefowa nie jest świadoma, że wykonuję pracę ponad siły śpiąc zaledwie cztery, pięć godzin na dobę?
          Wreszcie miarka się przebrała. Któregoś dnia odwiedził mnie znajomy, który załatwił mi tę pracę. Nie mógł uwierzyć, że pracuję tyle godzin. Tego dnia zrobiłam sobie nieco dłuższą przerwę obiadową – jakieś dwie godziny. Sądziłam, że należy mi się dłuższy odpoczynek. Jednak Karolina postanowiła mnie ukarać. Tego dnia nie dostałam kolacji, nie zaproszono mnie też na obiad następnego dnia, dopiero przy kolacji Karolina ostro powiedziała, że tu się pracuje, a nie przesiaduje.
          Następnego dnia jak zwykle zabrałam się do wykonywania swoich codziennych obowiązków, a kiedy nadeszła pora sjesty i do kuchni zaczęły napływać stosy naczyń, przebrałam się w strój kąpielowy i... zeszłam na plażę odprowadzana piorunującym wzrokiem gospodarzy.
          Kiedy późnym popołudniem wróciłam po zapłatę za ten tydzień dowiedziałam się, że nie zarobiłam nic, bo nagrodą za moją pracę była możliwość przebywania na wyspie oraz bezpłatne noclegi i posiłki. Sądzę, że po miesiącu pracy dostałabym tę samą odpowiedź.
          Kilka kolejnych dni spędziłam w Peschici, gdzie poznałam kilka Polek, które pracowały w restauracjach i barach. One miały jednak zdecydowanie więcej szczęścia i za godziwe wynagrodzenie pracowały „tylko” po 8-10 godzin dziennie. Wszystkie zgodnie jednak przyznawały, że wykorzystywanie imigrantów przez nieuczciwych pracodawców jest na porządku dziennym.
          W końcu postanowiłam wrócić na rozgrzane słońcem pola. Do pracy, która gwarantowała mi wolne popołudnia i możliwość wyspania się do woli.

Dorota Sobolewska-Bielecka

 

Porady prawne
Niemiecki paszport
Adwokaci polskojęzyczni w Niemczech
Niemieckie przepisy
Sonda
Czy uważasz, że Polska powinna znieść wszelkie ograniczenia przy zatrudnianiu Ukrainców?