Strona główna » Włochy » Płać waść i płacz
 
 
Praca sezonowa
Niemcy
Na zbiory do Niemiec
Włochy
Francja
Austria
Holandia
Hiszpania
Skandynawia
Kraje pozostałe
Europa

Uwaga! Wszystkie teksty
pochodzą z dwutygodnika:
"Praca i Nauka za granicą".
Oszukany, oszukana
1.07.2005r.

WŁOCHY | Horror, który przeżyli Polacy
Płać Waść i płacz

Wyjazd do pracy za granicę wiąże się z kosztami. Bywa jednak i tak, że wydatki poniesione w tym celu są zdecydowanie wyższe niż rzeczywisty zarobek.

          Pan Grzegorz, mieszkaniec północnej Polski, z wykształcenia marynarz żeglugi śródlądowej, z zamiłowania rolnik, chcąc podreperować domowy budżet, zdecydował się na podjęcie pracy w Europie Zachodniej. Przeglądał oferty, zwracając szczególną uwagę na ogłoszenia dotyczące pracy w rolnictwie. W telegazecie na stronie 471 znalazł kilka interesujących ofert.

Miłe złego początki
          – Praca w rolnictwie we Włoszech – napisał w liście do redakcji pan Grzegorz. –  Zadzwoniłem po informacje na podane numery: 0-887-391732, 0-694-083438, 0-661-467666, 0-692-596928, 0-603-345711, 0-500-657723 (w chwili obecnej większość abonentów jest czasowo niedostępna, w niektórych włącza się poczta – przyp. red.). Pośrednicy odpowiadali, że jest to praca w rejonie Caserty, Foggi i Taronto przy pikowaniu i sadzeniu sałaty, porów, kopru, zbiorze oliwek oraz prace wykończeniowo-remontowe w domkach jednorodzinnych. Wyjazd w każdy piątek, zgłoszenia do środy do środy, do godziny 12.00 każdego tygodnia. Wynagrodzenie 4 euro za godzinę, praca po 10-12 godzin dziennie, zakwaterowanie gratis, wyżywienie we własnym zakresie. Wyjazd z Lublina, Tarnowa, Krakowa, i Katowic, opłata 580 złotych dla kierowcy i 100 euro dla pośrednika we Włoszech.
          Propozycja wydawała się bardzo interesująca, opłaty stosunkowo niewielkie w porównaniu z potencjalnym zarobkiem. Pan Grzegorz zdecydował się na wyjazd. Wraz z nim pojechał dobry znajomy. W końcu we dwójkę zawsze raźniej i bezpieczniej. Niestety, żaden z mężczyzn nie zainteresował się sprawdzeniem czy pośrednicy prowadzą swoją działalność legalnie. Nie znali nawet nazwy rzekomej firmy przewozowej ani nazwisk kierowców.

Niezapomniane chwile
          4 lutego 2005 roku pan Grzegorz nie zapomni do końca życia. Wraz ze znajomymi stawił się na miejscu zbiórki w Lublinie. Po chwili podjechał zielony bus marki Volswagen Transporter. Kierujący samochodem mężczyzna przedstawił się jako Mariusz, pobrał należne 580 złotych nie wydając żadnego rachunku czy choćby zaświadczenia o dokonanej wpłacie, po czym przez Rzeszów pojechał do Tarnowa. Tam wsiadła kolejna osoba zainteresowana pracą. Kolejne trzy osoby dołączyły do grupy w Katowicach.
          Wydawać by się mogło, że za kilkanaście godzin wszyscy znajdą się we Włoszech, by zacząć realizować marzenia. Tymczasem, przy wyjeździe z Katowic niespodziewanie zepsuł się bus, o czym pasażerowie zostali poinformowani przez kierowcę. Zdaniem pana Grzegorza, który zna się na mechanice, samochód był sprawny i bez przeszkód mógł jechać do Włoch. Niestety, to nie on kierował i nie on decydował o możliwościach i stanie technicznym auta. Chcąc nie chcąc, potencjalni pracownicy ponad osiem godzin spędzili w restauracji, czekając na następny środek transportu.

Kolejne rozczarowania

          7 lutego o 3.00 w nocy dojechali do Włoch. Znaleźli się na małej, prawie nieoświetlonej stacji benzynowej w miasteczku Cerignola, w rejonie Taroliere, niedaleko Foggi. Tam też przyjechał po nich bus – tym razem Mercedes. Wysiadł z niego kierowca, który przedstawił się jako Darek oraz skośnooki, włoski pośrednik.
          Darek, z pochodzenia Polak, powiedział zainteresowanym, że jest praca przy winogronie, 3 euro za godzinę minus 50 euro za zakwaterowanie tygodniowo. Praca przez cały tydzień, włącznie z niedzielami.
          Po odliczeniu kosztów zakwaterowania Polacy powinni średnio zarobić 630 euro miesięcznie. To zapewne przekonało mężczyzn do podjęcia pozytywnej decyzji.
Darek kazał nam zapłacić po 100 euro Mariuszowi – wspomina pan Grzegorz. – Nie wyjaśnił, dlaczego informuje nas o tym dopiero tutaj, a nie w Polsce.
          Pojechali na plantację. Stał tam duży, otynkowany budynek, z plastykowymi oknami. Zmęczeni fizycznie i psychicznie Polacy naiwnie wierzyli, że wreszcie przyjechali na miejsce. Nieco zaskoczył ich widok kilkunastu busów z polskimi numerami rejestracyjnymi, przede wszystkim z województwa śląskiego. Nie przypuszczali jednak, że spotka ich kolejna przykra niespodzianka. Jak się okazało, mieszkała i pracowała tutaj 90-osobowa grupa Polaków. Dla nowoprzybyłych nie było ani pracy, ani możliwości zakwaterowania. Zrezygnowani pojechali na kolejną plantację. Stał tam budynek o wiele mniej imponujący. Stary, nieotynkowany, bez okien.
          – W środku wymurowane z pustaków pomieszczenia, w których były piętrowe łóżka z cuchnącymi materacami i straszny ziąb – mój rozmówca nie kryje złości. Kolejne rozczarowanie. Przypadkowo spotkani Polacy, zniechęceni i zmęczeni niedotrzymanymi przez pośredników obietnicami i brakiem perspektyw, opowiedzieli przyjezdnym jak wygląda dzień na tutejszej plantacji. Pracuje się około 5-6 godzin dziennie, przy tzw. ciągnięciu winogron. Za niestawienie się w pracy trzeba zapłacić 20 euro kary dziennie, każdorazowo należało zgłaszać gotowość do pracy własnym podpisem. Do pracy dojeżdża się od 10 do 80 kilometrów, za przejazd także trzeba płacić. Niestety, nikt nie wiedział ile. Pracodawcy twierdzili, że koszty są zależne od odległości i nie przedstawili Polakom żadnych konkretnych cenników.
          Niezbędne przy ciągnięciu winogron rękawice kosztują 3 euro. Co tydzień we wtorki jest wypłacana obowiązkowa zaliczka w wysokości 30 euro. Odpracowanie tej kwoty trwało niekiedy ponad tydzień, bowiem zdarzało się, że przez kilka dni nie było zajęcia.

Mądry Polak po szkodzie
          Obietnice pośredników okazały się zwykłą mrzonką. Polacy, podobnie jak przedstawiciele innych narodowości, głównie obywatele Ukrainy, Rosji i Albanii, przyjechali do Włoch z nadzieją na lepsze jutro. Większość spotkało wyłącznie rozczarowanie. Polscy pośrednicy zapewniali pracownikom powrót do kraju, ale słowa nie dotrzymali.
Pan Grzegorz, mimo iż pojechał do Włoch w celach zarobkowych, zabrał ze sobą pieniądze „na czarną godzinę”. I to właśnie dzięki temu mógł wrócić do kraju. Powrót kosztuje 70 euro. Byli jednak i tacy, którzy liczyli wyłącznie na pracę. Ile tygodni muszą spędzić na plantacji zanim uzbierają odpowiednią kwotę na podroż?
Pracowałem 10 dni i zarobiłem 100 euro, z czego 70 musiałem oddać jako dług zaciągnięty na przejazdy i zakwaterowanie – wspomina. – Postanowiłem wrócić do kraju. O 6.00 rano wraz ze znajomym wyjechaliśmy z kierowcą tej plantacji na pobliską stację kolejową. Za przejazd musieliśmy zapłacić po 5 euro. Mieliśmy szczęście. Około 8.00 przyjechał bus, który zabiera ludzi powracających do Polski. Kierowcy powiedzieli nam, że tutaj na razie nie ma żadnej pracy i podali kilka przykładów oszukanych Polaków. W listopadzie przyjechało 11 osób do sadzenia pomidorów. Wrócili z pustymi rękami. W podobnej sytuacji znalazła się 30-osobowa grupa kobiet, które miały tutaj pielić truskawki. To, co przeżyłem, widziałem i usłyszałem, na zawsze zostanie w mojej pamięci. Żal mi tylko Polaków, którzy tam zostali.

Magdalena Przybyła

 

Porady prawne
Niemiecki paszport
Adwokaci polskojęzyczni w Niemczech
Niemieckie przepisy
Sonda
Czy uważasz, że Polska powinna znieść wszelkie ograniczenia przy zatrudnianiu Ukrainców?