Strona główna » Hiszpania » Na wyspie trzech języków
 
 
Praca sezonowa
Niemcy
Na zbiory do Niemiec
Włochy
Francja
Austria
Holandia
Hiszpania
Skandynawia
Kraje pozostałe
Europa

Uwaga! Wszystkie teksty
pochodzą z dwutygodnika:
"Praca i Nauka za granicą".
Oszukany, oszukana
17.02.2016r.

Na wyspie trzech języków

Tyle ich się używa na tym niewielkim i ciepłym kawałku lądu. Ciepły, a przy tym stosunkowo blisko naszego kraju. O jaką wyspę chodzi? Oczywiście o Majorkę. Jak się okazuje, to miejsce gdzie można wykonując prostą pracę dobrze zarobić. Tak jak bohaterka tego tekstu.

Pani Ewelina to mieszkanka jednego z miasteczek pod Legnicą. Choć lepsze określenie byłoby – nominalnie, bowiem niemal cały rok spędza właśnie na Majorce. Jest tam od sześciu lat. Wcześniej wyjechała do Hiszpanii na zbiory truskawek, pomidorów, w ogóle owoców i warzyw. Dwanaście lat temu była taka duża akcja – współpraca między hiszpańskimi oraz polskimi urzędami pracy, które wysyłały tam polski panie, z obszarów o wyjątkowo dużym bezrobociu. Wśród nich znalazła się między innymi pani Ewelina.
Spodobało jej się w tym kraju, przede wszystkim klimat. Dlatego jeździła tam przez kilka sezonów. Tyle, że zbiory coraz mniej się opłacały. Zaczęła się więc rozglądać za inną pracą. Znajoma podpowiedziała, że najlepiej będzie właśnie na Majorce. Zgłosiła aplikację w jednej z agencji pracy, znajdującej się w Palma de Mallorca, czyli w stolicy wyspy, zarazem największym mieście całych Balearów. Tak tam trafiła i jak się okazuje, została do dziś.
Widać tu duże pieniądze
Pierwsze co jej się spodobało, to ciepło. Nawet na południu Hiszpanii potrafi zimą być nieprzyjemnie, a rzadko bo rzadko, ale zdarzają się opady śniegu. Natomiast na Balearach temperatura praktycznie nie spada poniżej kilku stopni powyżej zera i to podczas wyjątkowo zimnego stycznia czy lutego. O temperaturach, wiosną, latem i jesienią nawet nie ma co wspominać. Dlatego też wyspa to ogromny ośrodek turystyczny. Domy i rezydencje letniskowe mają tam bogacze z całej Europy. I to właśnie w tych rezydencjach pracuje najczęściej.
W tym momencie mała dygresja. Gdy przeprowadziła się na tą wyspę, ze zdziwieniem stwierdziła, że używa się tam języków: hiszpańskiego, katalońskiego, a trzeci to majorkański. I wszystkich trzech uczą w miejscowych szkołach, choć oczywiście by się porozumieć, w zupełności wystarczy hiszpański.
Wracając do jej pracy, to ona i jej koleżanki prawie nigdy nie sprzątają domów stałych mieszkańców wyspy.
– Pewnie niejedni by chcieli, żeby przyszła pani i im wysprzątała – mówi. – Za bardzo ich na to jednak nie stać. Mieszkam w tym kraju już sporo lat i wiem, że jednak jest tam kryzys, choć chciałabym taki kryzys i u nas. Co nie zmienia faktu, że miejscowi generalnie sami sobie sprzątają.
Za to kryzys niekoniecznie dotyka obcokrajowców, którzy mają tam swoje wille. A wystarczy tylko przejechać się po wyspie, by zobaczyć jak wiele ich jest i jak okazałe potrafią być. Część właścicieli tamtejszych rezydencji zatrudnia zresztą personel przez cały rok. Większość jednak woli zatrudniać miejscowe firmy. Tak jest taniej, a nawet bogaci nie lubią wydawać niepotrzebnie pieniędzy.
To w tych domach pracuje pani Ewelina. Praca jak praca: mycie, szorowanie, pranie, odkurzanie itp. Za to ciekawe są zarobki. Otóż zarabia dwanaście euro za godzinę.
- Kiedyś rozmawiałam z jednym Niemcem, którego dom sprzątałam – wspomina. – Stwierdził, że u siebie mógłby za sprzątanie zapłacić mniej, ale tu jest Majorka i wszystko kosztuje drożej. Faktycznie na wyspie widać pieniądze.
Dochody to rekompensują
Choć na przykład ceny w dużych sklepach są porównywalne z tymi w Hiszpanii kontynentalnej, a więc niewiele (o ile w ogóle) wyższe niż w Polsce. Oddzielna sprawa to noclegi, te już do tanich nie należą. Wyspa tętni życiem od czerwca do września. Poza tym turystów nie ma tam wcale wielu. To powoduje, że wolnych kwater jest wówczas mnóstwo. W tym także oddalonych od brzegów wyspy. Ona wraz z jeszcze jedną koleżanką z Polski dogadały się z właścicielką jednego z domków. Ma dwa pokoje, oczywiście kuchnię i łazienkę. Jak znalazł dla dwóch. Wynajmują go przez cały rok. Płacą po 400 euro odstępnego każda, do tego rachunki po około 50 euro, dzielą się bowiem nimi na pół. Stosunkowo najdrożej wychodzi prąd, zwłaszcza zimą, gdy dogrzewają domek. To jakieś dwa, trzy miesiące w roku. W sumie więc płacą po około 450 euro miesięcznie. Z tego właścicielka domku ma od nich łącznie 800 euro za wynajem. To wydawać się może bardzo dużą sumą, ale co zrobić, takie są tam realia. Taniej trudniej coś znaleźć.
Za to zarobki rekompensują te wydatki. Jak pisaliśmy, zarabia po 12 euro na godzinę. Szczególnie przed sezonem pracuje od rana do nocy, wyrabiając ponad 250 godzin miesięcznie. Łatwo policzyć, ile wówczas zarabia. Jedyny problem jest w tym, że ma tylko ubezpieczenie chorobowe, nie ma emerytalnego ani rentowego. Rozwiązała ten problem w najprostszy sposób. Brat przepisał jej kawałek ziemi, którą mają przy swoim domu na Dolnym Śląsku, a więc stała się płatnikiem KRUS w Polsce.
I emeryturka z tej kasy być może będzie musiała jej starczyć na stare lata. Na razie jednak o niej nie myśli. Ma dopiero czterdzieści lat i dużo słonecznych chwil na Majorce przed sobą.
Damian Szymczak

 

Porady prawne
Niemiecki paszport
Adwokaci polskojęzyczni w Niemczech
Niemieckie przepisy
Sonda
Czy uważasz, że Polska powinna znieść wszelkie ograniczenia przy zatrudnianiu Ukrainców?