Strona główna » Skandynawia » Camperem na saksy
 
 
Praca sezonowa
Niemcy
Na zbiory do Niemiec
Włochy
Francja
Austria
Holandia
Hiszpania
Skandynawia
Kraje pozostałe
Europa

Uwaga! Wszystkie teksty
pochodzą z dwutygodnika:
"Praca i Nauka za granicą".
Oszukany, oszukana
27.10.2015r.

Camperem na saksy

Krzysztof ma 29 lat. Z wykształcenia jest magistrem fizjoterapii. Mieszka w Lesznie, w Wielkopolsce. Kształcił się we Wrocławiu. Po studiach podjął pracę handlowca w firmie sprzedającej sprzęt medyczny. Zarabiał najniższą krajową i nie wystarczało na nic. W planach ma własne mieszkanie.

Krzysztof wraz z kolegą ze studiów postanowili, że pojadą do Norwegii. Od ojca kolegi pożyczyli starego campera, tuż po remoncie. Zapakowali do niego mnóstwo słoików z jedzeniem i niezbędny sprzęt. Wyjechali w połowie czerwca 2014 roku.

Zarobić i zobaczyć łosia
Nie był to pierwszy, zarobkowy wyjazd Krzysztofa. Wcześniej pracował w Holandii sezonowo, jako zbieracz zamówień w centrum dystrybucyjnym dużej sieci sklepów spożywczych Albert Heijn. Jak sam mówi, zarobić można, ale nie umywa się ten zarobek do tego co można osiągnąć w Norwegii. W Holandii był dwa razy. Najpierw pół roku. Za drugim razem już prawie rok.
Do Norwegii popchnęło go jednak pragnienie posiadania własnego mieszkania. Zarobki w kraju – jak tłumaczy Krzysztof – nie pozwalają młodym ludziom na usamodzielnienie się i na normalne życie. Ponadto marzyli oboje z kolegą o zetknięciu ze skandynawską przyrodą.

Bergen – daleka Północ
Najpierw udali się do Bergen. Spędzili łącznie w tej okolicy miesiąc i dwa miesiące pod Oslo. Zatankowali campera olejem napędowym do pełna, oraz co nie do końca jest legalne, zabrali też w kanistrze. Camper spalał około do 12 litrów na 100 kilometrów. Zaskoczeni byli takim zużyciem. Obawiali się, że będzie to o wiele więcej. Natomiast koszt promu do Bergen czerwcu, a nie był to jeszcze droższy sezon letni, wyniósł 1400zł.
Jednak po miesiącu pobytu w trudnym pod względem terenowym rejonie Bergen musieli wrócić. Samochód, jak się okazało, nie mógł podołać jeździe po tej górzystej, pociętej fiordami krainie. Bali się kontynuować swoją podróż. W okresie wakacyjnym, jak ostrzega Krzysztof, ceny za przeprawy promowe wzrastają drastycznie. Warto zabukować sobie bilet powrotny dużo wcześniej. Czasem wystarczy przejechać samochodem nawet 100-200 kilometrów i sprawdzić czy aby ceny w innym porcie nie są niższe.

Siedem tysięcy ulotek
Szukanie pracy rozpoczęli od rozniesienia siedmiu tysięcy ulotek, przygotowanych na domowym komputerze i domowej drukarce. Jak obliczyli, ulotki kosztowały ich kilkadziesiąt złotych. Kosztem była ryza papieru i tusz. Na ulotkach zawarli informację z jednej strony w języku angielskim, a z drugiej w norweskim (przetłumaczyli samodzielnie, posługując się internetowym słownikiem). Napisali, że poszukują pracy jako malarze, monterzy, ogrodnicy i sprzątacze. Słowem, wszystkie prace, jakie może zlecić właściciel posesji.
Przedtem zakupili norweską kartę SIM za około 200 NOK, aby móc odbierać telefony od zleceniodawców. Posługiwali się językiem angielskim, Norwedzy bardzo dobrze znają ten język, jednak jak zaznacza Krzysztof, warto nauczyć się kilku zwrotów w ich rodzimym języku. Zawsze pracodawca spojrzy przychylniej na takiego kandydata. Po pewnym czasie ich camper był rozpoznawalny w całej okolicy. Ujęli lokalną społeczność swoim miłym i wesołym usposobieniem oraz kulturą pracy.

Pierwsze zlecenia
Jak już ktoś dzwonił, to nie zdarzało się by nie proponował pracy. Niemal każdy telefon oznaczał nowe zlecenie. Krzysztof z kolegą ustalali tylko zakres obowiązków, stawkę i po chwili zapisywali kolejnego klienta. Jednym z pracodawców okazał się być słynny kierowca rajdowy Andreas Bjores Jacobsen, który ściga się na torze potężnym motocyklem i odnosi znaczące sukcesy w tej dziedzinie. Do pracy zaprosił ich ojciec sportowca, Jens Helge Jacobsen. Zajmowali się u niego dosłownie wszystkim. Malowali drewniany domek, zadbali o trawnik. Czyścili rynny i dach. Mieli płacone za przerwy, a nawet za czas, w którym gotowali sobie obiad w swoim camperze. Wspominają tę prace bardzo miło, zwłaszcza, że gospodarze okazali się być przyjaźnie nastawieni.
Generalnie najbardziej opłaca się malowanie drewnianych norweskich domków. Norwedzy na początek dają jakieś łatwe zlecenie, by sprawdzić pracownika. Gdy ten wykaże się, może okazać się, że zleconych prac może być więcej. Przy czym należy dodać, że jadąc do takiej pracy, należy zaopatrzyć się w kompletny zestaw własnych narzędzi.

Przeżyć w camperze
Największy problem był z wodą. Szukali bezpłatnych parkingów na nocleg, gdzie można było pobrać za darmo wodę, lecz nie zawsze była taka możliwość. Wspominają nawet kilkukilometrowy spacer z baniakiem do szkoły w pobliskim miasteczku, gdzie pozwolono im czerpać wodę. Dużo łatwiej było z prądem. Ten mieli za darmo prawie wszędzie. W Norwegii rozwinięta jest motoryzacja z hybrydowym napędem elektrycznym, zatem stanowiska do ładowania akumulatorów były niemal wszędzie za darmo, bo w tym kraju występują spore nadwyżki energii.
Pierwsza stawka, za którą zgodzili sie pracować, wynosiła 100 NOK/h. Z czasem nauczyli się negocjować i stawka wzrosła do ok 120 NOK za godzinę pracy. Czyli całkiem nieźle, jednak należy pamiętać, żeby nie wydawać za wiele pieniędzy na miejscu. Życie w Norwegii jest bardzo drogie. Przykładowo chleb kosztuje 8 NOK, czyli około 4 zł. Mimo posiadanych zapasów z Polski i tak musieli robić jakieś skromne zakupy w marketach. Kupowali najczęściej makaron, sos do spaghetti, kukurydzę. Jednak podstawą menu były słoiki zabrane z Polski. Po drodze dorabiali sobie zbierając puszki i butelki na parkingach. Oddając potem w skupie kilka worków tej zbieraniny otrzymywali jednorazowo około 150 zł w przeliczeniu na rodzimą walutę.

Odłożyć na mieszkanie
Skończyła się praca u rajdowca, a we wrześniu zaczęło robić się zimno, bo to północny kraj. Chłopacy postanowili wrócić do Polski. Mają jednak zaproszenie, by wrócić do pracy. Do Polski przywieźli po 30 tys zł na głowę. Po odjęciu kosztów podróży każdemu zostało około 26 tys. zł. Krzysztof całość odłożył na konto na poczet przyszłego mieszkania.
Teraz pracuje w Polsce w swoim Lesznie jako handlowiec, znów w firmie zajmującej się sprzedażą sprzętu medycznego. Tym razem zarobki okazały się być bardziej zadowalające, jednak nawał pracy nie pozwala na chwilę wytchnienia. Twierdzi, że gdyby tylko mógł, pojechałby, choć na kilka dni do Norwegii odpocząć. Na pytanie czy chciałby znów podjąć tam pracę, bez wahania odpowiada, że bardzo chętnie. W Norwegii można bardzo szybko zarobić całkiem atrakcyjne pieniądze.
Paweł Sikorski


 

Porady prawne
Niemiecki paszport
Adwokaci polskojęzyczni w Niemczech
Niemieckie przepisy
Sonda
Czy uważasz, że Polska powinna znieść wszelkie ograniczenia przy zatrudnianiu Ukrainców?