Strona główna » Niemcy » Niemieckie choinki na innych zasadach
 
 
Praca sezonowa
Niemcy
Na zbiory do Niemiec
Włochy
Francja
Austria
Holandia
Hiszpania
Skandynawia
Kraje pozostałe
Europa

Uwaga! Wszystkie teksty
pochodzą z dwutygodnika:
"Praca i Nauka za granicą".
Oszukany, oszukana
27.10.2015r.

Niemieckie choinki na innych zasadach

Bohater tego tekstu co roku jeździ na około sześć tygodni do Niemiec, gdzie zajmuje się wycinaniem choinek. Choć tu uściślić należy, że w tym roku wyjechał tam na blisko trzy miesiące. A to powoduje, że oczywiście zarobi jeszcze lepiej niż w poprzednich latach.

Pan Adam mieszka na wsi na Dolnym Śląsku, ma 27 lat i pracuje pod Głogowem w firmie dekarskiej. Dekarze mają zimą mniej pracy niż w sezonie. Przynajmniej teoretycznie, bo bywały zimy, że pracowali na pełnych obrotach. Generalnie jednak łatwo wtedy nie jest. A że szef pana Adama ma czterech pracowników, to chętnie zgodził się cztery lata temu dać mu bezpłatny urlop na ponad półtorej miesiąca.

Dobrze pracują i są tani
Dostał bowiem propozycję pracy w Niemczech. Mógł tam przyjechać, pracować w gospodarstwie rolnym, gdzie posiane są wyłącznie choinki. W tym kraju nie brakuje rolników, którzy zajmują się właśnie takimi „uprawami.”
– To wynika z tego, że praktycznie nie trzeba nic robić, a można trochę na tym zarobić, przy czym najważniejsze są dotacje unijne z hektara. Z tego przede wszystkim żyją ci choinkowi plantatorzy – mówi pan Adam.
I dalej wyjaśnia, że gospodarstwo mieści się pod Getyngą. Ma około pięćdziesięciu hektarów, które rolnik kilkanaście lat temu zaorał i obsiał choinkami. Z prozaicznej przyczyny, był już wtedy po pięćdziesiątce, ma tylko jedną córkę, która mieszka w Getyndze i rolniczką być nie zamierza. Dlatego postanowił się nie szarpać, tylko zainwestował właśnie w choinki. W sumie praca przy nich jest głównie jesienią, wtedy właśnie zatrudnia Polaków. Trzech, czyli jest pan Adam, pozostali to jego koledzy. To jeden z nich, który już wcześniej pracował w Niemczech, trafił na tą plantację, a później ich ściągnął. I tą małą, ale sprawdzoną ekipę udaje im się utrzymać co roku.
Dlaczego akurat właściciel plantacji chciał Polaków? Oczywiście dlatego, że dobrze pracują i są tani. Poza tym mają jeszcze jedną ważną zaletę-można się z nimi dogadać. Przyjeżdżają na początku listopada, wracają do domów przed świętami. Przeważnie pracują około sześciu-siedmiu tygodni.
– Tymczasem u nich to jest tak, że jeśli pracownik zatrudniony jest do pięćdziesięciu dni, to ma ubezpieczenie wypadkowe, ale nie ma zdrowotnego. Czyli po prostu zatrudniający mniej za niego płaci. W naszym przypadku płaci mniej za trzech, bo po porostu każdemu wpisuje, że był tylko te pięćdziesiąt dni, tak się dogadaliśmy – mówi pan Adam.

Kodeks go nie interesuje    
Tyle wie o niemieckim prawie. Za to choć w tym roku wyjechał tam po raz czwarty, to do dziś nie ma pojęcia, ile zgodnie z niemieckim kodeksem pracy powinien dziennie, czy tygodniowo pracować.
– Bowiem zasuwamy tam często po dwanaście godzin – informuje. – Przy wyrębie choinek tak długo, jak jest jasno. To bowiem nasze podstawowe zajęcie. Każdy ma piłę i tnie. To prosta robota, bo choinki są cienkie, więc ścięcie czegoś takiego to sekundy.
W tym roku w tych jego wyjazdach nastąpiła zmiana. W Niemczech jest już bowiem od początku października. Niemiec do niego zadzwonił i zapytał, czy przyjedzie wcześniej? Mówił, że potrzebuje jednego dobrego pracownika już teraz, a on jest najlepszy.
– Dogadałem się z moim szefem w Polsce i za dwa dni byłem już pod Getyngą – mówi pan Adam. – Niemiec potrzebuje teraz kogoś do pomocy, bo jest po operacji. Zupełnie głupi przypadek. Schodził po drabinie, źle stąpnął i zerwał ścięgna w nodze. To było latem, ale jeszcze kiepsko chodzi, a robota przy choinkach jest praktycznie przez cały rok. Teraz drzewa przycinamy i formujemy.
Choć tym razem pracę zaczął wcześniej, czyli na innych zasadach niż do tej pory, to jego umowa się nie zmieni, dalej będzie na pięćdziesiąt dni. Jeszcze jej bowiem nie podpisał.
– Niby Niemcy tacy uczciwi, a ten mi mówi, że podpiszemy ją później, że jego gospodarstwo jest trochę na uboczu, nikt się nie przyczepi, że już u niego pracuję – stwierdza z przekąsem pan Adam. – Ciekawe co by mówił, jakbym sobie zajechał piłą po nogach. Inna sprawa, że ciąć zacznę już jak kumple dojadą, czyli w listopadzie. A wtedy to będę na pełnym legalu.
Jakiegoś wypadku z piłą tak czy owak nie powinien się spodziewać. Szef każdemu daje bowiem specjalne ochraniacze z masy plastycznej. Zakłada się to na nogi, chronią je do wysokości kolan.
– Na początku nie chciałem tego zakładać, bo to niewygodne i co mi się może stać przy takiej prostej robocie – mówi pan Adam. – Lecz szef stwierdził, że właśnie przy takich prostych zajęciach najczęściej sobie ludzie robią krzywdę, bo nie są skupieni jak należy. Niech mu będzie, może i ma rację.
Wycięte drzewka wkładają na przyczepkę i na zmianę jeden z nich odwozi je do szopy, gdzie są zrzucane na ziemię. Gdy robi się ciemno i w lesie już nie można pracować, to cała trójka Polaków maszeruje do tej szopy i tam przy sztucznym świetle choinki wiąże po kilka sztuk, według wielkości. Następnie te choinkowe paczki ustawia. Na drugi dzień od rana przyjeżdżają ciężarówki, na które są ładowane i wywożone.
Słowem pracę mają bardzo prostą, choć po dziesięciu, czy dwunastu godzinach dziennie, są mocno zmęczeni.

Z pieniędzmi na święta
Na koniec najważniejsze pytanie, za ile pracują? Zarabiają po dwa tysiące euro. Za sześć tygodni (w tym roku oczywiście pan Adam będzie miał więcej) nie wydaje się to jakąś wielką sumą. Tyle, że jeszcze trzeba wziąć po uwagę koszty utrzymania. I to jest w tym przypadku najlepsze. W budynku przylegającym do domu rolnika, jeszcze kilkanaście lat temu prowadził on mały sklepik, który zbankrutował. Lecz pozostało mu po tym pomieszczenie z wodą, a więc ubikacją i zlewem. Domontował tam prysznic. A pomieszczenie po sklepie trochę wyremontował, dociągnął do tego ogrzewanie zza ściany. Na koniec wstawił trzy łóżka i tak powstał pokój. Jedzenie trójce Polaków robi żona Niemca.
Po negocjacjach uzgodnili, że będzie im za to wszystko każdemu odciągał po trzysta euro. Więc dostają na rękę za swą pracę 1700 euro. Nie wydają prawie na nic. Trochę na alkohol, jakieś piwka na wieczór. Do tego koszty dojazdu tam i z powrotu do kraju. Na trzech to nie jest dużo.
Ostatecznie więc do kraju na święta przywożą po około 1500 euro. Niech każdy oceni, dużo to, czy mało. Oni są zadowoleni.
Damian Szymczak


 

Porady prawne
Niemiecki paszport
Adwokaci polskojęzyczni w Niemczech
Niemieckie przepisy
Sonda
Czy uważasz, że Polska powinna znieść wszelkie ograniczenia przy zatrudnianiu Ukrainców?