Strona główna » Francja » Prawie jak na wakacjach
 
 
Praca sezonowa
Niemcy
Na zbiory do Niemiec
Włochy
Francja
Austria
Holandia
Hiszpania
Skandynawia
Kraje pozostałe
Europa

Uwaga! Wszystkie teksty
pochodzą z dwutygodnika:
"Praca i Nauka za granicą".
Oszukany, oszukana
29.03.2012r.
Prawie jak na wakacjach FRANCJA | Na winobraniu

Prawie jak na wakacjach

Po czterech miesiącach pracy wrócił do Polski z równowartością kilkunastu tysięcy złotych. Zatrudniony był legalnie, a zajęcie określa jako niezbyt ciężkie. Do tego niedziele spędzał na Lazurowym Wybrzeżu. Nic więc dziwnego, że byłemu szefowi poleca swych znajomych.

Jak to w życiu często bywa, zadecydował przypadek. Wiosną 2010 roku do jego szwagra zadzwoniła kuzynka, która dwadzieścia lat temu wyszła za mąż za Francuza i mieszka w Lyonie.

– Powiedziała, że ich znajomy Francuz właściciel plantacji szuka Polaków do pracy – wspomina Przemek. – Wcześniej zatrudniał samych Arabów, ale nie był z nich zadowolony, więc teraz chce na próbę ekipę z Polski. Z tym, że to mają być ludzie z polecenia.  

Szwagier mieszka w Lesznie, Przemek na wsi pod tym miastem. Pierwszy dogadał się z szefem i dostał urlop bezpłatny, drugi akurat był bez pracy. Do tego udało im się znaleźć trzech innych kumpli, bo Francuz chciał pięciu pracowników z naszego kraju.

Wcześniej musieli zrobić badania lekarskie, bo praca miała być legalna. Każdy dał też tej Polce z Lyonu po sto euro. Na benzynę, zadeklarowała, że w razie problemów w pracy będzie przyjeżdżać jako tłumaczka, w ogóle obiecała im pomoc. I słowa dotrzymała, bez niej z miejscowymi by się nie dogadali, nie spotkali bowiem w okolicy Francuza, który rozumiałby coś w innym niż swoim języku.

Maksymalnie proste zajęcie
Zatrudnieni byli w miejscowości Tain-I’Hermitage. To około sześćdziesięciu kilometrów na południe od Lyonu, przy rzece Rodan. Zgodnie z umową mieli otrzymywać wynagrodzenie 1055,44 euro netto lub 8,86 euro brutto na godzinę.

Mieszkali w przybudówce przy domu właściciela. Właściwie to oddzielny dom, z kuchnią i łazienką. Płacili po 50 euro za wodę i prąd. Do tego musieli kupować butle z gazem.

– Aż się zdziwiłem, że tam do kuchenki była butla – wspomina Przemek. – Taka sama jak w Polsce, ale znacznie droższa, kosztowała trzydzieści euro. W sumie jednak i tak koszty zakwaterowania były tanie. A jedzenie jest nawet tańsze niż u nas. Zakupy robiliśmy w miejscowym markecie, sto pięćdziesiąt euro wystarczyło mi na cały miesiąc.

Zatrudnieni byli od 15 czerwca do 2 października. Francuz ma sad o powierzchni 50 hektarów, a w nim brzoskwinie, nektaryny, morele. Zrywali je. Pracę zaczynali o 5 rano i pracowali do 12. Później przerwa, po prostu było zbyt gorąco. Jak wspomina, przez cały czas temperatura w słońcu wynosiła od 40 do 50 stopni. Później „druga zmiana” od 14 do 18.

– Praca maksymalnie prosta – stwierdza. – Po prostu zrywało się owoce z niewysokich drzewek i wkładało do skrzynek. Później skrzynki na wózek i do magazynu. Nie trzeba się przy tym za bardzo pochylać, więc nie bolał krzyż. Słowem jak ktoś jest nauczony pracy, to nie było to dla niego ciężkie zajęcie. Tym bardziej, że cały czas w cieniu, pod drzewami temperatura była po prostu fajna.

Mieli stawkę godzinową, ale gdyby komuś przyszło do głowy się obijać, nie miał szans. Bowiem wraz z nimi pracowali, a przynajmniej kręcili się cały czas dwaj synowie szefa. Ponadto w sadzie zatrudnionych było jeszcze 20 Arabów.

Na plażach Lazurowego Wybrzeża
Pracowali od poniedziałku do piątku, także w mniej więcej co drugą sobotę, wtedy bowiem wysyłano owoce. W sumie więc uzbierało się godzin. Choć mieli jedną, pięciodniową przerwę w lipcu, przez cały czas padał wtedy deszcz.

Przemek i jego koledzy na miesiąc zarabiali około 1500 euro na rękę. Większość pieniędzy odkładał. Przez te cztery miesiące nie pojechał do kraju. Jak mówi, tam było mu dobrze.

– W wolne dni jeździliśmy nad Morze Śródziemne, dobra godzina jazdy i plaże Lazurowego Wybrzeża – wspomina. – Powiedziałbym, że tam do końca mojego pobytu, czyli do początku października jest pogoda jak w Polsce w lipcu. Lecz to niedobre określenie, bo u nas czasem to latem jest wręcz zimno, tam zawsze są upały.

Ostatnie dwa tygodnie spędzili przy winogronach. Ich szef ma także i taką plantację o powierzchni 30 hektarów. Obsadzona w większości młodymi krzewami, a na takich grona trzeba zrywać ręcznie. Co jest już ciężką pracą, musieli się bowiem przy tym dużo pochylać.

Do Polski wrócił na początku października. Po wymianie euro na złotówki, wyszło mu osiemnaście tysięcy złotych. Tyle zaoszczędził w zaledwie cztery miesiące.

Nic więc dziwnego, że chciał tam pojechać i w ubiegłym roku. Ostatecznie zrezygnował, dostał niezłą pracę tu w Polsce. Lecz „przekazał pałeczkę” dalej. Do pracy pojechał jego sąsiad oraz kuzyn. Też wrócili zadowoleni i od razu zadeklarowali, że w tym roku także tam pojadą.
Damian Szymczak

 

Porady prawne
Niemiecki paszport
Adwokaci polskojęzyczni w Niemczech
Niemieckie przepisy
Sonda
Czy uważasz, że Polska powinna znieść wszelkie ograniczenia przy zatrudnianiu Ukrainców?