Strona główna » Niemcy » W trzy dni 800 zł
 
 
Praca sezonowa
Niemcy
Na zbiory do Niemiec
Włochy
Francja
Austria
Holandia
Hiszpania
Skandynawia
Kraje pozostałe
Europa

Uwaga! Wszystkie teksty
pochodzą z dwutygodnika:
"Praca i Nauka za granicą".
Oszukany, oszukana
30.11.2010r.
Montaż płotów to już w Niemczech polska specjalność. W kopaniu dziur pod słupki pomocna jest wiertnica.NIEMCY | Ekspresowe saksy

W trzy dni 800 zł

Wyjechałem popracować na chleb za granicę. Tą najbliższą, czyli do Niemiec. Byłem tam kilka dni. Krótko, ale i tak starczyło na kilka ciekawych spostrzeżeń. Najważniejsze z nich, że to dobre miejsce na wyjazdy dla Polaków. Nie tylko na dłużej, ale i na różne szybkie fuchy.

Mój kumpel Michał od lat handluje z Niemcami. Sprzedaje im, a najczęściej także montuje: płoty, schody, okna. Odwiedził mnie w połowie października i zapytał, czy nie chciałbym popracować łopatą? Miał postawić Niemcowi płot, a jeden gość, z którym zawsze jeździł na roboty, wycofał się. Robota miała być na trzy dni, płacił osiemset złotych.

Pewnie, że się zgodziłem. Raz, że od lat nie pracowałem fizycznie za kasę, a poza tym osiem stów piechotą nie chodzi. Było nas czterech, oprócz mnie i Michała jeszcze dwóch jego znajomych. Mówiąc potocznie „stare majstry”.

Grunt do dobry bajer
Wyruszyliśmy o północy z 2 na 3 listopada. W dwa samochody. Osobówką jechaliśmy my czterej, a za nami wynajęty bus, którego kierowca wiózł płoty, w ogóle cały sprzęt. Do przejechania mieliśmy niezły kawałek, robota była bowiem w miasteczku pod Wiesbaden, a więc w Hesji.

Po drodze, już w Niemczech trafiliśmy na korek na autostradzie. Okazało się, że wywróciła się ciężarówka. W efekcie musieliśmy czekać prawie dwie godziny nim droga stała się przejezdna. Za jakiejś kolejne dwie godziny wyskoczył przed nas cywilny, ciemnogranatowy Opel Vectra. Na jego tylnej szybie pojawił się napis po niemiecku „Polizei”, później „Bitte folgen” i strzałki, gdzie mamy jechać. Zjechaliśmy za nim na parking.

Wysiadła para policjantów. Facet w długim swetrze, wyglądał jakby dopiero co wyszedł z liceum i policjantka pod trzydziestkę. Na marginesie, źle na mnie działają kobiety w policji, pracujące w patrolach, w ogóle na ulicy. Tak się bowiem zawsze zastanawiam co by ta panienka zrobiła, jakby nagle doskoczył do niej jakiś bandzior i zaczął bić? Tak samo zastanawia mnie dlaczego w dobie szalejącego feminizmu na pierwszą linię zawsze idzie facet? Tak też było tym razem. Stanęła z pięć metrów od naszego auta, przechylając się na bok, by było widać, że przy pasie ma kaburę z pistoletem.

Jej kolega podszedł do nas, machnął służbową legitymacją, grzecznie się przedstawił i równie grzecznie poprosił Michała żeby ten pokazał, co ma w bagażniku? Michał wysiadł, bagażnik otworzył, leżały w nim ciuchy robocze, trochę narzędzi. – Jedziecie do pracy – stwierdził policjant. – Oczywiście, że tak – potwierdził Michał z kamienną miną i dodał: – Do Francji. Wzięli nasze dowody, sprawdzili w swoim aucie, po chwili odnieśli, grzecznie życząc miłego dnia i jeszcze wskazując jak wrócić na autostradę. Krótko mówiąc, bardzo mili funkcjonariusze.

Z całej Europy Wschodniej
Na miejscu byliśmy po godzinie 11. Mieliśmy zrobić płot dookoła stolarni, do tego jeszcze wstawić po jej bokach dwie bramy. Szczegóły techniczne sobie daruję, to nie poradnik dla budowlańców. Ale, że stawianie płotów to już prawie polska specjalność w Niemczech, dam jedną radę techniczną. Otóż wiertnica (chłopaki wzięli ją na robotę pierwszy raz) naprawdę pomaga w kopaniu dziur pod słupki. Co prawda na miękkiej glebie, takiej „ogródkowej” lepiej kopać ręcznie, bo i tak później trzeba ziemię wybierać. Lecz na glebach gliniastych, gdzie kopie się bardzo ciężko, wiertnica sprawdza się znakomicie, bardzo dobrze spulchnia podłoże.

Ze stolarnią sąsiadował domek, akurat czteroosobowa ekipa montowała dookoła niego płotek. Dużo czasu nie minęło, gdy jeden z nich woła.– Co tam chłopy, jak robota idzie?

Jak się okazało ta czwórka to dwóch Jugosłowian i dwóch Polaków. A jako ciekawostkę dodam, że w domku mieszkała rodzina Rumunów. I jeszcze dodam, że hotelik, w którym nocowaliśmy to interes rodzinny, prowadzony przez Czechów.

Wracając na budowę. Z innej strony placu był duży warsztat. Wyszedł stamtąd facet, podszedł do nas i zaczął coś mówić po niemiecku. Niestety nie znam języka, więc mu pokazałem na Michała, że ma do niego iść. A ten na to. – Trzeba było od razu, że wy po naszemu mówicie. Jak się okazało facet pochodzi ze Szczecina.

Nic, tylko wyjeżdżać
Odwiedzał nas codziennie. Okazało się, że wyjechał do Niemiec jeszcze za komuny i zaczął pracować w tym warsztacie. W latach dziewięćdziesiątych go wykupił, po kolejnych kilku znacznie rozbudował. Co więcej, ma na zapleczu dwa pokoiki, kuchenkę i łazienkę.

Wynajmuje to Polakom, którzy przyjeżdżają do Niemiec na różne roboty. Głównie dwóm gościom z Rawicza, którzy robią tam wykończeniówki. Lecz nocują u niego „majstry” z praktycznie każdej branży. Mówił, że jakby się tak przejechać po okolicy, to przy połowie robót znajdziemy Polaków.

Jaki morał z tego wszystkiego? Gdy pracowaliśmy, dookoła chodziło sporo Niemców. I jakoś nikt nie doniósł na policję, że mogliby sprawdzić, czy aby ci Polacy nie pracują na czarno. Polscy robotnicy wrośli już w tamtejszy krajobraz. Są potrzebni, a miejscowi po prostu do nich przywykli.

Mimo to wciąż nie brakuje Niemców, którzy po prostu boją się Polaków zatrudniać na czarno. Lecz po 1 maja, przyszłego roku to się zmieni. Wtedy można już tam będzie podjąć zatrudnienie bez problemu i przede wszystkim bez pozwoleń. Słowem warto skorzystać i zastanowić się nad wyjazdem jak nie na stałe, to na różne fuchy. Kasa do wygarnięcia znacznie lepsza niż w Polsce. I co najważniejsze, Niemcy chcą nas zatrudniać. A droga dawno przetarta.
Damian Szymczak

 

Porady prawne
Niemiecki paszport
Adwokaci polskojęzyczni w Niemczech
Niemieckie przepisy
Sonda
Czy uważasz, że Polska powinna znieść wszelkie ograniczenia przy zatrudnianiu Ukrainców?