Strona główna » Na zbiory do Niemiec » Czy Rumuni i Bułgarzy zastąpią Polaków?
 
 
Praca sezonowa
Niemcy
Na zbiory do Niemiec
Włochy
Francja
Austria
Holandia
Hiszpania
Skandynawia
Kraje pozostałe
Europa

Uwaga! Wszystkie teksty
pochodzą z dwutygodnika:
"Praca i Nauka za granicą".
Oszukany, oszukana
19.03.2008r.
NIEMCY / Pracownicy sezonowi
Czy Rumuni i Bułgarzy zastąpią Polaków?
Niemieccy bauerzy mają coraz większe kłopoty z pozyskaniem taniej siły roboczej. Polacy jadą dalej – do Holandii lub na Wyspy. Naszych rodaków za Odrą zastępują zwykle przybysze z Rumunii, którzy nie mogą tak jak my przebierać w ofertach pracy za granicą.


Według oficjalnych danych za 2006 r., niemieckim rolnikom pomagało przy zbiorach 290 tys. zagranicznych pracowników sezonowych (w 2005 r. – 320 tys.). Z tej liczby 229 tys. przybyło z Polski, 46 tys. z Rumunii i zaledwie 1200 z Bułgarii. Stosunkowo liczna reprezentacja Rumunów to efekt szeroko zakrojonej na szeroką skalę akcji werbunkowej, jaką Niemcy przeprowadzili w tym kraju. W minionym roku ogólna liczba pracowników sezonowych spadła do 270 tys. Ocenia się, że ubyło przede wszystkim Polaków. Z drugiej strony Rumunów nie przyjeżdża tylu, ilu się spodziewano. W tej sytuacji władze niemieckie – wespół z bauerami – zamierzają w najbliższym czasie przeprowadzić nową, wielką akcję werbunkową, tym razem w Bułgarii. Właśnie trwają przygotowania do podpisania specjalnej umowy niemiecko- bułgarskiej ułatwiającej podejmowanie pracy w Niemczech przez obywateli Bułgarii.


Polacy najlepsi
Już od dwóch lat zdarza się w Niemczech, że całe hektary upraw zarastają chwastami albo owoce i warzywa gniją, bo nie ma kto ich zebrać. Wszystko z powodu Polaków, którzy zwietrzyli, że zamiast 4-5 euro – za tą samą robotę – w Holandii dostaną 7-8 euro, a w Anglii nawet do 10 euro za godzinę. Tymczasem wielu niemieckich przedsiębiorców rolnych nie wyobraża sobie dalszego funkcjonowania bez polskich pomocników. Uważają, że jesteśmy najlepsi: pilni, solidni, pracowici, a do tego znający się na swoim fachu. W szczególnie trudnej sytuacji znaleźli się producenci szparagów. W tej branży bowiem, jak w żadnej innej, ogromnie liczy się wprawa i doświadczenie. Polacy przez lata to doświadczenie zdobyli, a przybysze z Rumunii lub Bułgarii nie są w stanie ich zastąpić. Heinrich Thiermann, właściciel największego w Niemczech kompleksu plantacji szparagowych (w Beelitz koło Berlina) uważa, że sytuację dałoby się uratować przez dopuszczenie polskich agencji pośrednictwa pracy do świadczenia usług na rzecz niemieckich rolników. To one miałyby formalnie zatrudniać Polaków i wysyłać ich do pracy w Niemczech. W ten sposób znikłby problem jaki mają bauerzy z koniecznością opłacania składek ubezpieczeniowych za polskich pracowników na rzecz polskiego ZUS-u. Już od dwóch lat zdarza się w Niemczech, że całe hektary upraw zarastają chwastami albo owoce i warzywa gniją, bo nie ma kto ich zebrać. Wszystko z powodu Polaków, którzy zwietrzyli, że zamiast 4-5 euro – za tą samą robotę – w Holandii dostaną 7-8 euro, a w Anglii nawet do 10 euro za godzinę. Tymczasem wielu niemieckich przedsiębiorców rolnych nie wyobraża sobie dalszego funkcjonowania bez polskich pomocników. Uważają, że jesteśmy najlepsi: pilni, solidni, pracowici, a do tego znający się na swoim fachu. W szczególnie trudnej sytuacji znaleźli się producenci szparagów. W tej branży bowiem, jak w żadnej innej, ogromnie liczy się wprawa i doświadczenie. Polacy przez lata to doświadczenie zdobyli, a przybysze z Rumunii lub Bułgarii nie są w stanie ich zastąpić. Heinrich Thiermann, właściciel największego w Niemczech kompleksu plantacji szparagowych (w Beelitz koło Berlina) uważa, że sytuację dałoby się uratować przez dopuszczenie polskich agencji pośrednictwa pracy do świadczenia usług na rzecz niemieckich rolników. To one miałyby formalnie zatrudniać Polaków i wysyłać ich do pracy w Niemczech. W ten sposób znikłby problem jaki mają bauerzy z koniecznością opłacania składek ubezpieczeniowych za polskich pracowników na rzecz polskiego ZUS-u.


Niebezpieczne wyroki
W ubiegłym roku sądy pracy w landzie Nadrenia-Palatynat (rejon Manheim) wydały kilka wyroków, z których wynika, że składki na rzecz ZUS-u należy opłacać także od tych Polaków, którzy przyjechali do Niemiec korzystając z bezpłatnego urlopu. Co gorsza, te same sądy przyjęły, że składki należy odprowadzać także w odniesieniu do Polek, które mają zaświadczenie z gmin o statusie gospodyń domowych. Jeszcze dalej poszły sądy pracy w landzie Badenia-Wirttembergia (rejon Stuttgartu), które przyjęły zasadę, że pod polskie przepisy ubezpieczeniowe podlegają wszyscy obywatele polscy, bez względu na formalny status, którzy podejmą pracę jako pracownicy sezonowi przez dwa kolejne sezony. Przypomnijmy. Do tej pory obowiązywała zasada, że Polacy, którzy wyjeżdżali na zbiory do Niemiec jako bezrobotni, studenci, gospodynie domowe, renciści i emeryci oraz korzystający z bezpłatnego urlopu mogli przez cztery miesiące pracować na niemieckich zasadach ubezpieczeniowych, tzn. praktycznie bez ubezpieczenia. Takie rozwiązanie bauerom bardzo pasowało. To bowiem co płacili Polakom na rękę – zwyczajowe 5-6 euro za godzinę pracy – to był zwykle cały koszt zatrudnienia polskiego pracownika. Tymczasem, składki na rzecz ZUS-u wynoszą aż 48 proc. naliczane od kwoty zarobku i bardzo podnoszą koszty zatrudnienia polskiego pracownika. Stąd propozycja Thiermana, aby Polacy zakładali firmy, przysyłali takim jak on pracowników i sami opłacali składki na rzecz ZUS-u. W ubiegłym roku sądy pracy w landzie Nadrenia-Palatynat (rejon Manheim) wydały kilka wyroków, z których wynika, że składki na rzecz ZUS-u należy opłacać także od tych Polaków, którzy przyjechali do Niemiec korzystając z bezpłatnego urlopu. Co gorsza, te same sądy przyjęły, że składki należy odprowadzać także w odniesieniu do Polek, które mają zaświadczenie z gmin o statusie gospodyń domowych. Przypomnijmy. Do tej pory obowiązywała zasada, że Polacy, którzy wyjeżdżali na zbiory do Niemiec jako bezrobotni, studenci, gospodynie domowe, renciści i emeryci oraz korzystający z bezpłatnego urlopu mogli przez cztery miesiące pracować na niemieckich zasadach ubezpieczeniowych, tzn. praktycznie bez ubezpieczenia. Takie rozwiązanie bauerom bardzo pasowało. To bowiem co płacili Polakom na rękę – zwyczajowe 5-6 euro za godzinę pracy – to był zwykle cały koszt zatrudnienia polskiego pracownika. Tymczasem, składki na rzecz ZUS-u wynoszą aż 48 proc. naliczane od kwoty zarobku i bardzo podnoszą koszty zatrudnienia polskiego pracownika. Stąd propozycja Thiermana, aby Polacy zakładali firmy, przysyłali takim jak on pracowników i sami opłacali składki na rzecz ZUS-u.


To będzie trudny rok Niemieccy bauerzy liczą na odsiecz ze strony Bułgarów. Ale chyba się przeliczą. Bułgaria to mały kraj, tylko osiem milionów mieszkańców. Mająca trzy razy więcej obywateli Rumunia wysyła do pomocy przy niemieckich zbiorach ok. 50 tys. ludzi i na więcej raczej nie można liczyć. A z Polski nadal wyjeżdża ok. 200 tys. Bauerzy będą mieli coraz więcej problemów z utrzymaniem produkcji na dotychczasowym poziomie. Rumunia i Bułgaria nie zapewnią im wystarczającej liczby pracowników. Zaś sytuacja w Polsce szybko się poprawia (spada bezrobocie, rosną zarobki), co oznacza, że coraz mniej osób będzie skorych do wyjazdu na niemieckie saksy. Dla osób, które mimo wszystko zamierzają tego lata udać się do Niemiec, taki splot wydarzeń oznacza, że znajdą się w dość komfortowej sytuacji. Prawdopodobnie będzie można wybierać wśród różnych ofert pracy i żądać wyższych stawek. Te optymistyczne rachuby mogą okazać się nieaktualne, gdy władze niemieckie pomyślą o naborze pracowników np. na Ukrainie. Takie posunięcie wydaje się jednak nierealne. Przynajmniej w perspektywie najbliższych kilku lat.

_______________


Józef Leszczyński


 

Porady prawne
Niemiecki paszport
Adwokaci polskojęzyczni w Niemczech
Niemieckie przepisy
Sonda
Czy uważasz, że Polska powinna znieść wszelkie ograniczenia przy zatrudnianiu Ukrainców?