Strona główna » Hiszpania » Cytrusowe oozy pracy
 
 
Praca sezonowa
Niemcy
Na zbiory do Niemiec
Włochy
Francja
Austria
Holandia
Hiszpania
Skandynawia
Kraje pozostałe
Europa

Uwaga! Wszystkie teksty
pochodzą z dwutygodnika:
"Praca i Nauka za granicą".
Oszukany, oszukana
24.04.2007r.
HISZPANIA | Okolice Walencji to jedne z najbardziej żyznych terenów Europy. Na polach plony zbiera się 3-4 razy do roku, a rozległe gaje cytrusowe owocują od grudnia do maja. Nie zawsze jest jednak różowo...

Okolice Walencji to jedne z najbardziej żyznych terenów Europy. Na polach plony zbiera się 3-4 razy do roku, a rozległe gaje cytrusowe owocują od grudnia do maja. Nie zawsze jest jednak różowo...
Andrzej i Łukasz (ojciec i syn) wyjechali do pracy przy zbiorach winogron w okolicy Quintanar Dela Orden, za pośrednictwem Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Zielonej Górze.

Od początku wyjazd ten nie był dograny. Brakowało konkretnych informacji, nie było na miejscu tłumacza. Mieli w kontrakcie pracę wg stawek godzinowych, ale musieli robić na akord. A warunki w jakich się znaleźli, dalekie były od luksusów.

W Quintanar razem nawiązali telefoniczny kontakt z Polką, która organizowała pracę przy zbiorach cytrusów w okolicach Walencji. Zapłacili za transport trafili do Alzira (30 km od Walencji). – Na winogronach nie było łatwo, ale chociaż zarobiliśmy jakieś pieniądze – mówi Łukasz. – Na mandarynkach część z tych pieniędzy musieliśmy wydać, żeby w ogóle zacząć pracować.

Na początku przy omawianiu warunków zatrudnienia dowiedzieli się, że to praca na czarno. Wyżywienie musieli zorganizować sami, a za zakwaterowanie w wieloosobowych pokojach płacili po 100-150 euro miesięcznie. Na plantacje, dowożono ich codziennie 70 km zdezelowanym – zarejestrowanym na trzy osoby – “busem”. Problem w tym, że pasażerów było dziewięciu. Nie dość, że za dojazd musieli codziennie płacić po 5 euro, to jeszcze musieli złożyć się po 45 euro na mandat, który kierowca dostał za przewożenie zbyt dużej grupy.

To jednak dopiero początek spirali opłat, których wysokość często zależała od widzimisię brygadzisty. Kaucja za sekator wynosiła 15 euro, a za plastikowy kosz – 30 euro. Samemu trzeba było zatroszczyć się o rękawice, które są niezbędne do zrywania owoców wśród ostrych cierni drzew.

Za podział codziennych obowiązków odpowiedzialni byli brygadziści z Litwy, Ukrainy i Armenii. Ponieważ plantacje różniły się choćby wielkością i urodzajem cytrusów oraz odległością od miejsca zamieszkania, znajomi szefostwa prawie zawsze dostawali lepsze pola. A sam brygadzista, choć powinien pracować z innymi, nie robił nic i ograniczał się tylko do poganiania towarzystwa i liczenia ile kto zebrał. A praca do lekkich nie należała. Robiło się przez sześć dni w tygodniu, za 15-40 euro dziennie, zależnie od tego, ile owoców udało się zebrać. Co tydzień każdy dostawał 10-30 euro zaliczki, na niezbędne wydatki. Wypłata, która miała być co miesiąc, co prawda była, ale zawsze z dwutygodniowym opóźnieniem. Do tego, każdy kto chciał przerwać pracę przed końcem sezonu, nie dostawał kasy za ostatnie dwa tygodnie pracy i tracił zaliczkę za zakwaterowanie oraz kaucję za sprzęt.

– Oszukiwali nas na każdym kroku – przekonuje Andrzej. – A groźby i zastraszanie były na porządku dziennym – dodaje Łukasz. – Nasz ormiański brygadzista lubił paradować z bronią. Nie przywieźliśmy do Polski żadnych pieniędzy, ale cieszymy się, że udało nam się jakoś z stamtąd wydostać. Niektórzy muszą tam pracować cały sezon, który trwa 4-6 miesięcy...

Andrzej Chmielewski


 

Porady prawne
Niemiecki paszport
Adwokaci polskojęzyczni w Niemczech
Niemieckie przepisy
Sonda
Czy uważasz, że Polska powinna znieść wszelkie ograniczenia przy zatrudnianiu Ukrainców?