Strona główna » Na zbiory do Niemiec » Bauerzy protestują
 
 
Praca sezonowa
Niemcy
Na zbiory do Niemiec
Włochy
Francja
Austria
Holandia
Hiszpania
Skandynawia
Kraje pozostałe
Europa

Uwaga! Wszystkie teksty
pochodzą z dwutygodnika:
"Praca i Nauka za granicą".
Oszukany, oszukana
NIEMCY | Praca sezonowa
Bauerzy protestują
Polacy okazują się jednak niezastąpieni. Niemieccy rolnicy nie chcą więcej korzystać z usług swoich bezrobotnych rodaków.
    Takie głosy słychać obecnie prawie w całych Niemczech. Eksperyment gorąco popierany przez władze w Berlinie, okazał się prawdziwą katastrofą.
Mniej pracy dla Polaków
    Dokładne liczby nie są jeszcze znane, ale śmiało można przypuszczać, że kilkadziesiąt tysięcy naszych rodaków nie dostało w tym roku szansy na pracowite lato w Niemczech. Musieli bowiem ustąpić miejsca Helmutom , którzy od lat siedzą w domach bez pracy i żyją na państwowym wikcie.
    Forsowany na siłę program zatrudniania w rolnictwie bezrobotnych niedawno ostro skrytykował Uwa Doring, minister rolnictwa w landzie Schlezwig-Holstein. Wskazał konkretne przykłady  małych gospodarstw, gdzie zastąpienie dwóch Polaków przez dwóch niemieckich pracowników, doprowadziło właścicieli do katastrofy. Zdaniem ministra program musi zostać zrewidowany. Proponuje, aby utworzyć bazę pracowników zapasowych (chodzi ciągle o bezrobotnych Niemców), tak aby ci, którzy się nie sprawdzą mogli zostać szybko zastąpieni przez innych.
Szparagi mniej konkurencyjne
    W rejonie Beelitz koło Berlina uprawy szparagów zajmują 2000 hektarów. Co roku pracuje tam około 2000 Polaków. Miejscowi plantatorzy głośno skarżą się na nowe polskie przepisy. Jürgen Jacobsa, plantator szparagów z Schäpe, twierdzi, że z powodu konieczności opłacania składek do kasy ZUS-u, musiał podnieść stawki godzinowe, a to może sprawić, że jego produkt przegra konkurencję z tańszymi szparagami z Hiszpanii lub Grecji.
W tym sezonie na rynku berlińskim szparagi kosztowały więcej niż zwykle, bo 6-10 euro za kilogram.
Dawniej było lepiej
    Tak zgodnie stwierdzają niemal wszystkie niemieckie związki rolników. Denerwują się, że władze zmuszają ich do zatrudniania bezrobotnych, którzy nie mają pojęcia o pracy na roli, a do tego nie mają żadnej motywacji. Z drugiej strony czują się zagrożeni przez działania rządu w Warszawie, który mimo nacisków nie wycofał się z decyzji o ściąganiu składek do kasy ZUS-u. Tymczasem, trwa cicha wojna i gra na uniki, o czym świadczy m.in. śmiesznie niska liczba Polaków zgłoszonych do ubezpieczenia w Polsce.
Józef Leszczyński

Ramka 1
Czyżby Niemcy oszukiwali?
    Według danych przekazanych nam przez I Oddział ZUS w Warszawie, do dnia 28 października br. przyjęto i zatwierdzono 941 zgłoszeń od niemieckich rolników, którzy zobowiązali się płacić składki ubezpieczeniowe z tytułu zatrudnienia pracowników z Polski. W sumie, zgłosili do polskiej ubezpieczalni 2300 naszych rodaków. W rzeczywistości będzie ich jednak więcej, gdyż na formalne zatwierdzenie czekają wnioski opiewające na kolejne 700 osób. Tak czy inaczej, nie zmienią się proporcje. Przeciętny bauer zgłosił do ZUS-u zaledwie 2-3 pracowników. Tylko w jednym przypadku niemiecki pracodawca chce płacić składki za grupę liczącą ponad 100 osób.
    Te liczby nie brzmią wiarygodnie. Wiadomo, że do pracy sezonowej co roku wyjeżdża do Niemiec około 300 tys. Polaków. W tym roku może ich być trochę mniej, bo władze w Berlinie na siłę skierowały do bauerów swoich bezrobotnych, ale i tak nijak mają się te setki tysięcy do 3000 osób zgłoszonych do ZUS-u. Statystycznie wypada, że ledwie co setny nasz rodak korzysta z opieki polskiego ubezpieczyciela, a cała pozostała rzesza – czyli 99 proc. – pracuje u bauerów wg prawa niemieckiego, czyli do dwóch miesięcy są bez ubezpieczenia.
    Przypomnijmy. Polak może pracować sezonowo w Niemczech przez maksymalnie dwa miesiące (do 50-ciu dni roboczych) bez odprowadzania składek, jeśli wyjechał korzystając z bezpłatnego urlopu, jest na czyimś utrzymaniu (np. gospodynie domowe), jest studentem, rencistą, emerytem lub bezrobotnym. Jeśli uwierzyć deklaracjom niemieckich rolników, obecnie zatrudniają niemal wyłącznie ludzi z tych grup. Wiadomo tymczasem, że od lat do Niemiec najliczniej wyjeżdżali nasi rolnicy oraz nauczyciele, a za jednych i drugich trzeba teraz płacić ubezpieczenie. Nie jest możliwe, że w tym roku nagle nastąpiły tak wielkie przetasowania, iż pracę dostali tylko ci z pierwszej grupy, zwolnieni ze składek na rzecz ZUS-u. W takim razie należy podejrzewać, że wielu bauerów zwyczajnie fałszuje dokumenty, tak aby nie płacić ubezpieczenia za zatrudnionych Polaków.

Ramka 2
W Austrii też brakuje rąk do pracy
    W austriackim Tyrolu znajduje się około 100 dużych plantacji warzyw. W tym sezonie pracowało na nich 420 zagranicznych pracowników sezonowych, w tym głównie z Polski, Rumunii i Ukrainy. Zdaniem Johanna Schimmera – szefa Związku Plantatorów – w tym roku wystąpiły ogromne trudności z zebraniem plonów, gdyż rząd odgórnie ograniczył o 10 proc. kontyngent cudzoziemców – pracowników sezonowych. Tymczasem, miejscowi nie chcieli podjąć się wykonywania tego rodzaju prac.
    Wyjaśnijmy. W Austrii sezonowo można pracować przez sześć miesięcy, czyli o dwa miesiące dłużej niż w sąsiednich Niemczech. Rząd w Wiedniu wzoruje się na polityce Berlina i też usiłuje zapędzić własnych bezrobotnych do pracy na roli, ale – z takim samym jak w Niemczech – mizernym skutkiem.

 

Porady prawne
Niemiecki paszport
Adwokaci polskojęzyczni w Niemczech
Niemieckie przepisy
Sonda
Czy uważasz, że Polska powinna znieść wszelkie ograniczenia przy zatrudnianiu Ukrainców?