Strona główna » Włochy » Byłem więźniem
 
 
Praca sezonowa
Niemcy
Na zbiory do Niemiec
Włochy
Francja
Austria
Holandia
Hiszpania
Skandynawia
Kraje pozostałe
Europa

Uwaga! Wszystkie teksty
pochodzą z dwutygodnika:
"Praca i Nauka za granicą".
Oszukany, oszukana
WŁOCHY | Wstrząsający reportaż z Fogii
Byłem więźniem obozu pracy w Apulli

Fabrizio Gattii, dziennikarz włoskiego tygodnika L’Espresso podając się za Rumuna przez tydzień zbierał pomidory w obozie pracy w Apulli. W tym samym rejonie gdzie od lat zatrudniani są Polacy. Był świadkiem brutalnego traktowania, bicia i poniżania pracowników. Z relacji wynika, że dochodziło tam także do morderstw.
    Tydzień w konspiracji pośród więzionych pracowników to konieczność by poznać panujące tu warunki i wyzysk przekraczający ludzką wyobraźnię. To jedyny sposób by zdać relacje z horroru, którego doświadczają pracujący tu imigranci. Ich liczbę szacuję się na co najmniej 5000 osób, może 7000. Dokładnie nie wiadomo, bo nikt tego nie rejestruje. Wszyscy są obcokrajowcami i wszyscy pracują na czarno. Rumuni, Bułgarzy, Polacy, Afrykanie z Nigerii, Mali, Ugandy, Senegalu, Sudanu, Libii i wielu innych państw.
Współczesne niewolnictwo
    Przedsiębiorcy należący do rolniczego przemysłu Foggi i wielu narodowych kompanii żywnościowych prowadzą swą działalność wykorzystując niewolniczą pracę imigrantów. Mniejsze i większe firmy działają w ten sam sposób. Na okres zbiorów wynajmują sezonowych pracowników, a do ich kontroli angażują armie bezwzględnych i gotowych na wszystko gangsterów, współczesnych kapo. Są to głównie Włosi, Arabowie z północnej Afryki, a także obywatele państw Europy Środkowo-Wschodniej. To oni pilnują porządku na polu, zmuszają ludzi przemocą do pracy od 7.00 rano do zmierzchu. Przetrzymują ich w prowizorycznych oborach bez wody i prądu, unikanych nawet przez bezpańskie psy.
     Pracownicy opłacani są marnie albo wcale nie otrzymują pieniędzy. Ich stawka nie przekracza 2-3 euro na godzinę. Oprócz tego zmuszani są do płacenia haraczu, który stanowi opłaty za zakwaterowanie i dowóz na pole.
    To nic trudnego stać się częścią obskurnego europejskiego rynku rolnego. Przykładem, który wprost przedstawia zasady jakie tu panują, jest rozmowa z pochodzącym z Afryki kapo, nie odstępującym na krok od swego szefa, którego życzenia i zachcianki  gotowy jest spełniać w każdej chwili.
– Jesteś z Rumunii? Mogę cię wynająć na jutro, pod warunkiem, że masz dziewczynę.
– Dziewczynę? – odpowiadam zaskoczony.
– Musisz przyprowadzić kobietę dla mojego szefa. Jeśli to zrobisz będziesz miał pracę. Jakaś dziewczyna się zgodzi.
 Następnie wskazał ręką na grupkę ludzi pracujących przy przenośniku taśmowym ogromnego ciągnika służącego do zbioru pomidorów.
– Te dwie osoby tam to Rumuni, tak jak ty. Ona sypia z szefem.
– Ale ja jestem sam – mówię.
– Jeśli tak to nie ma dla ciebie pracy.
Wszystkie drogi prowadzą do Fogii
    Stacja kolejowa w Fogii, 36-letni Mahmoud oznajmia, że zbiory pomidorów prawdopodobnie się zaczęły. Tam na północy pomidory są jeszcze niedojrzałe, ale tu na południu mamy początek sezonu. On sam, bezrobotny sypia po rowach niedaleko Lucery. Zarabia sprzedając informacje przybyszom, przyjeżdżającym do Fogii na zbiory „czerwonego złota”.
    Dzisiaj musi być najgorętszy dzień lata, na termometrze zgodnie z wiadomościami podawanymi w prasie 42 st. C. Do Apulii dostać się można jadąc dziesięć kilometrów wzdłuż stanowej drogi nr 16 i dalej przez plantacje oliwek. Wioska wygląda jak mała wyspa w środku morza pól. Na horyzoncie porzucona obora, którą zamieszkuje grupa Afrykanów. Murzyni odpoczywają pod drzewem, leżąc na starej, zniszczonej sofie. Woda, którą tu piją z brudnych butelek pochodzi ze studni. Jest mocno zanieczyszczona i zupełnie nie nadaje się do spożycia. Dwóch mężczyzn śpi na ohydnych, śmierdzących materacach porozrzucanych niedbale na ziemi. Za przywilej noclegu w oborze, każdy z nich płaci po 50 euro miesięcznie. Ci ludzie czują się jednak szczęśliwcami. Kapo za miejsca w szopie żądają po 5 euro za noc.
    W prowincji Fogia obowiązuje silna segregacja rasowa. Rumuni śpią razem z innymi Rumunami. Bułgarzy z Bułgarami. Afrykańczycy z Afrykańczykami itd. Zasady te dotyczą wszystkich. Pilnujący porządku na polach nie pozwalają na żadne wyjątki od tej reguły.
    Jeśli biały człowiek chce poznać jak traktowani są Murzyni, musi udać, że pochodzi z czarnego kontynentu.
– Nazywam się Donald Woods z południowej Afryki – przedstawiam się.
– Jeśli jesteś z RPA to możesz zostać – usłyszałem od 28-letniego Asserida z Nigerii, który w Apulli jest od pięciu dni. By tu trafić przebył długą drogę. Najpierw pieszo przez Saharę, potem udało mu się załapać na samochód kierujący się w stronę wybrzeża i dalej łodzią do Włoch. – My ludzie z północnej Afryki dobrze wiemy, że Włosi potrzebują obcokrajowców do zbiorów pomidorów. Dlatego tu jestem.
    Tacy jak Asserid mają nadzieje, że uda im się zarobić i zaoszczędzić tutaj trochę pieniędzy. Do Apulli przyjeżdżają także afrykańscy imigranci z Europy. Nigeryjczyk Amadou, na zbiory czerwonego złota przybył prosto z Paryża.
John dobry, jeśli ty dobry
    Godzina 14.30. Kapo podjeżdża swoim VW Golfem, załadowanym po sam dach. Ubrany jest w krótki podkoszulek, na plecach i na ramieniu wytatuowana kobieta w bikini.
 – Ten człowiek? Czy naprawdę jest Afrykańczykiem? – pyta. Zapada milczenie, nikt nie wie co powiedzieć. Nagle mężczyzna zwraca się do mnie. – Płacę 3 euro za godzinę. Pasuje ci? Jeśli tak, to wskakuj.
     Razem ze mną jedzie jeszcze osiem osób. Wysiadamy po 10-ciu minutach. Za drogę, którą przebyliśmy na pole, Giovanii – bo tak go tu nazywają – zażądał od nas 40 euro. Zanim to zrobił, zdążył mi się jeszcze przedstawić: – Jestem John, a ty? John dobry, jeśli ty dobry. Ty zły...
    Rozmowa urywa się ponieważ jego angielski jest bardzo słaby, ale jego duży nóż wyciągnięty ze schowka samochodu przemówił do mnie mocniej niż słowa.
    Obecność kapo wykorzystuje 29-letni Amadou z Nigerii. – Giovanii, dziś piątek a my nie dostaliśmy pieniędzy za całe trzy tygodnie. Kończy się nam pożywienie. Od 15-tu dni jemy tylko pastę i pomidory. Ludzie są wyczerpani, potrzebujemy mięsa by pracować.
    Wielu Afrykanów już dawno nie jadło normalnego obiadu czy śniadania, ani czegoś, co by chociaż przypominało normalny posiłek. Ich główne pożywienie stanowiły spryskane chemikaliami zielone pomidory.
    Obiecane 3 euro na godzinę było kłamstwem, ale Giovanii przekonuje, że jest inaczej. Ilekroć odpowiada, zaczyna słowami „My Turcy”. Akcent wskazuje jednak, że może pochodzić z Rosji lub Ukrainy, a jego samochód posiada bułgarskie tablice rejestracyjne.
 – Przysięgam na Boga, dziś dostaniecie pieniądze, zapłacimy wam. Musicie mi uwierzyć. Pracuje tak samo jak wy w Stornarnie.
    Giovanii mieszka na peryferiach wioski, w ceglanej willi w połowie drogi prowadzącej do Stornary. Po drugiej stronie rozciąga się ciąg zabudowań przypominających wyglądem obory, które zamieszkują więźniowie nie mający dostępu do bieżącej wody. W te upalne dni woda jest tutaj największym dobrem. Giovanii jedzie odebrać następnych więźniów, a gdy wraca przynosi nam cztery 1,5 litrowe plastikowe butelki wody. Z tym, że jedna z nich jest dziurawa i już prawie pusta. Wszystko to na 17-tu spragnionych mężczyzn. Woda strasznie śmierdzi, ale w tym upale nikomu to nie przeszkadza...
Bezwzględny farmer
    Dziś naszą pracę nadzoruje Leonardo, pochodzący z Apulli właściciel farmy. To on odpowiada za rozmieszczenie kapo na polach. Asystuje mu Rumun, jeden z jego podopiecznych.
    Pracujemy z opuszczonymi głowami, wpatrzeni w ziemię. Jeśli tylko któryś z nas uniesie głowę, natychmiast podnoszą się krzyki. – Gdzie się kurwa patrzysz. Głowa na dół i do roboty.
    Ktoś przez pomyłkę kładzie skrzynkę pomidorów przygniatając roślinę. – Jeśli któryś z was zrobi to jeszcze raz, przyrzekam na Boga rozwalę mu łeb! – krzyczy Leonardo.
    Niedługo potem dochodzi do kolejnego incydentu. Michele – najstarszy z Rumunów – przy ładowaniu skrzynek na przyczepę upuszcza jedną z nich na ziemię. Rozsypuje tym samym 12 kilogramów pomidorów. Gdy próbuje pozbierać porozrzucane warzywa Leonardo silnie zaciśniętą pięścią uderza go w głowę. – Co ty sobie myślisz, że my będziemy stać i bezczynnie patrzeć, kiedy ty upuszczasz skrzynki dupku?
    Zamroczony Michele zdołał tylko wyszeptać „przepraszam”. Był zbyt zmęczony i oszołomiony, by powiedzieć coś więcej. Przerwaliśmy pracę i obserwowaliśmy co się dzieje. Jedna z dziewczyn zaprotestowała. Mężczyzna towarzyszący farmerowi zdecydowanie ruszył w jej kierunku. – Siadaj! Nic się nie stało. Nikt nie opuszcza pola, dopóki nie skończymy pracy.
    Michele z pomocą innych Rumunów wraca z powrotem do pracy. Pół godziny później siada ponownie, trzymając się za głowę – w ten sposób próbuje opanować dokuczliwy ból. Z jego nosa silnym strumieniem cieknie krew.
Deportacja gorsza od niewolniczej pracy
    Wszelki sprzeciw i skargi tłamszone są tutaj w zarodku. Posłuch wymusza się biciem. Część pracowników, która zdecydowała się szukać pomocy na policji w Foggi została aresztowana bądź wydalona z Włoch z powodu braku koniecznego w tym kraju pozwolenia na pracę. Ofiarą surowego imigracyjnego prawa autorstwa Umberto Bossiego i Gianfranco Finiego padł Rumun Pavel, którego pobito z powodu jego skarg na niskie zarobki i panujący tu wyzysk. Zaatakowany ciężkim narzędziem przez tunezyjskiego kapo chronił swoją głowę rękami przed silnymi uderzeniami. Stalowy pręt połamał mu kości i spowodował liczne, głębokie rany. Tylko interwencja współlokatorów baraków zapobiegła jego śmierci.
    Niestety, jego koledzy z obawy przed Tunezyjczykiem zostawili go krwawiącego na pryczy. Ze strachu przed deportacją nie zdecydowali się zawiadomić policji. Pavel leżał poobijany do następnego wieczora, kiedy ktoś wreszcie zawiadomił służby medyczne. Przeżywszy serie upokorzeń ze strony państwa włoskiego, ostatecznie zostaje aresztowany pod zarzutem nielegalnego pobytu w tym kraju.
    Bywa też i tak, że sami farmerzy i ich gorliwi słudzy pozbywają się pracowników donosząc na nich odpowiednim służbom. Naloty karabinierów najczęściej zdarzają się w dniu wypłat. Wystarczy tylko, że ktoś z szefów zadzwoni na policję alarmując o obecności na polu nielegalnych imigrantów. Jest to sposób na przejęcie ich pieniędzy. Schwytani w wyniku planowanej obławy, z pustymi rękoma zmuszani są do opuszczenia Włoch.
Straszny los może spotkać tych, którzy zdecydują się na samodzielną ucieczkę. Zbiegów szuka i ściga się tu przez całą noc. Wygląda to jak sceny obławy z filmu Alana Parkera „Mississipi Burning”. W końcu część z nich zostaje schwytana, a niektórzy z uciekinierów zabici. Do dziś nieznane są okoliczności śmierci 44-letniego Polaka Sławomira R., którego spalone ciało znaleziono 2 lipca 2005 r. na polu niedaleko Stornary. Podobnie nie rozwiązana jest sprawa dwóch ciał odkrytych niedaleko miejscowości Foggia.
UE finansuje obozy pracy
    Nie ma granicy wstydu i upokorzenia w tym trójkącie niewolnictwa. Kapo szuka kobiet dla swojego szefa, które ten wykorzystuje seksualnie. To jest cena, jaką pracujący na farmie muszą zapłacić. Taki panuje tu porządek. Ten trójkątny obszar, na którym prawo przestało działać, obejmuje prawie całą prowincję Fogia – od Cerignoli do Candeli i w górę na północ przez San Severo. Trudno uwierzyć, ale obszar ten leży w postępowym regionie rządzonym przez Nichi Vendole. Z tego miejsca tylko pół godziny drogi na plaże Gargani. Wzdłuż tej samej drogi znajduje się szlak, którym pielgrzymi zmierzają do sanktuarium San Giovanii Rotondo.
    Prawie cała produkcja sosów wytwarzanych w Salerno, Naples i Coserta pochodzi z pomidorów zebranych w prowincji Foggia. Koncentraty, pasty pomidorowe, sałatki i wiele innych wyrobów, które lądują w postaci wykwintnych dań na stołach całych Włoch i połowy Europy mają swój początek w tym trójkącie niewolnictwa.
Wkrótce nadejdzie czas na zbiory innych warzyw, takich jak np. papryka. Cały ten przemysł udaje, że wszystko jest w porządku, ignorując to co się tutaj dzieje. Pod koniec zbiorów wszyscy zgromadzą się w kolejce po – stanowiące subsydia rolne – pieniądze z Brukseli.
    „L’espresso” skontrolował dziesiątki pól w tym rejonie i nie trafił nawet na jedno, gdzie nie wykorzystywano by sezonowych pracowników i gdzie traktowano by ich zgodnie z prawem. To nie są pojedyncze przypadki. W środku Unii Europejskiej dopuszcza się poważnego maltretowania i znęcania nad ludźmi, a nagminne występowanie przeciwko podstawowym prawom człowieka jest tolerowane.
Fabrizio Gatti (“L’Espresso”)
Przełożył: Maciej Sibilak

ramka
    Wielu zaginionych, nie odnaleziono do dziś. Poniżej fragmenty artykułu, który wstrząsnął opinią publiczną we Włoszech.
    Bezpośrednim skutkiem ukazania się tekstu była natychmiastowa reakcja ministra spraw wewnętrznych Gulliano Amoto, który nakazał szefowi włoskiej policji wszczęcie śledztwa w sprawie warunków zatrudnienia zagranicznych pracowników na farmach w południowych Włoszech.
    Przypominamy, że na początku lipca br. z obozu pracy pod Ortanovą karabinierzy uwolnili około setki więzionych tam i zmuszanych do niewolniczej pracy Polaków. Włoska policja sprawdza okoliczności zaginięcia i śmierci kilku naszych obywateli.
Maciej Sibilak

 

Porady prawne
Niemiecki paszport
Adwokaci polskojęzyczni w Niemczech
Niemieckie przepisy
Sonda
Czy uważasz, że Polska powinna znieść wszelkie ograniczenia przy zatrudnianiu Ukrainców?