Strona główna » Oszukany, oszukana » Oszukany, oszukana
 
 
Praca sezonowa
Niemcy
Na zbiory do Niemiec
Włochy
Francja
Austria
Holandia
Hiszpania
Skandynawia
Kraje pozostałe
Europa

Uwaga! Wszystkie teksty
pochodzą z dwutygodnika:
"Praca i Nauka za granicą".
Oszukany, oszukana
3.03.2006r.
Ludzie listy piszą...
Oszukany, oszukana
Nie słabnie fala listów, jaka dociera do naszej redakcji. Mniej więcej co drugi pochodzi od ludzi, którzy padli ofiarą różnej maści pośredników obiecujących pracę na Zachodzie. Ciągle pojawiają się nowe metody, jakimi posługują się oszuści. A więc bądźmy czujni.

Przekręt z doładowaniem karty
Jeśli ktoś obiecuje pracę w zamian za doładowanie konta w jego komórce, to prawdopodobnie masz do czynienia z oszustem. Niekiedy jednak możesz odzyskać stracone pieniądze.
Wielu „zawodowych” oszustów do naciągania ludzi wykorzystuje telefon komórkowy. Wszystko zaczyna się od wysłania SMS-a do przypadkowej osoby z propozycją załatwienia pracy za granicą. Jednak nie za darmo. Pośrednik oczekuje w zamian doładowania konta swojego telefonu komórkowego i domaga się kodu karty „zdrapki”. Ma to dać swego rodzaju gwarancję, że osoba, która zdecydowała się na wyjazd do pracy za granicą, nie rozmyśli się w ostatniej chwili. Tak było w przypadku Roberta z Goleniowa, którego własna naiwność kosztowała wiele nerwów i... 100 złotych. – Najpierw miałem wysłać swoje dane, a potem ten oszust zadzwonił i powiedział, że pracę mi załatwił, ale dla uwiarygodnienia musi dostać numer karty sieci Era lub Plus za 50 złotych – wspomina oszukany. – Te pieniądze miałem dostać z powrotem przy spotkaniu.
Oczywiście do spotkania nigdy nie doszło, ponieważ – mimo wielu prób skontaktowania się z pośrednikiem – jego telefon pozostał głuchy.
Do naszej redakcji napływają liczne sygnały od ludzi oszukanych w podobny sposób. Poszkodowani pytają o możliwość ustalenia oszusta i odzyskania wysłanych mu pieniędzy.
 – Prosimy klientów, którzy zostali oszukani, żeby najpierw zgłaszali się na policję – tłumaczy Elżbieta Sadowska, rzecznik Plus GSM. – Powinni poprosić policję o wydanie zaświadczenia, z którym mają zgłosić się do nas. My sprawdzamy numer oszusta i blokujemy jego telefon. Zwracamy też kwotę doładowania.
Pozostali operatorzy, działający na polskim rynku, tłumaczą, że niewiele mogą w tej sprawie zrobić. – Ściganiem podobnych oszustw zajmują się organy do tego powołane, czyli policja i prokuratura, a nie operator – mówi Jacek Kalinowski, rzecznik prasowy Orange.
Jak widać operatorzy komórkowi bardzo różnie podchodzą do problemu naciągania na doładowanie konta telefonu. Tylko Plus przejął się za losem pokrzywdzonych, a pozostali udają, że to absolutnie nie ich problem.
Najlepszym sposobem na uniknięcie podobnych problemów, jest duża ostrożność w traktowaniu ofert pracy, za które trzeba zapłacić osobie znanej nam tylko z rozmów prowadzonych przez telefon komórkowy.
ac

Szkółka przetrwania
    Szkółka leśna należąca do Hartmuta Friese z Westerstede (północne Niemcy, na zachód od Bremy) jest znana wielu Polakom. Niestety, mało który z nich ma dobre mniemanie o tym niemieckim bauerze. Małżonkowie Danuta i Robert M. (woj. dolnośląskie) pracowali u niego przez kilka sezonów. Mieli legalne zezwolenia na pracę, ale na miejscu wszystkie dokumenty podpisywali in blanco. Gdy niedawno sprawdzali swoje konta w Finanzamcie oraz AOK (niemiecka kasa chorych) okazało się, że nie figurują w żadnych rejestrach. Podejrzewają teraz, że przez te wszystkie lata szef nie odprowadzał za nich podatku ani nie płacił ubezpieczenia, czyli tak naprawdę pracowali na czarno.
    Pewnego razu zachorował jeden z Polaków. Zabieg w szpitalu kosztował 1000 euro. Gdy pojawił się problem, kto ma za to zapłacić, H. Friese wyparł się swojego pracownika i stwierdził, że ten Polak w ogóle u niego nie pracował. Innym, zatrudnionym u siebie osobom radził, aby w razie choroby udawały, że są… turystami.
    W szkółce Freise’a zarabia się mało, mniej niż wynika z umowy. Zwykle 3,5-4 euro za godzinę. Kiedyś dwóch Polaków zażądało od szefa, aby płacił zgodnie z zapisami umowy, czyli po 7 euro. Owszem, wygrali, bo dostali wyższą stawkę, ale więcej stracili, bo ich czas pracy został skrócony do sześciu godzin dziennie. Ostatecznie zrezygnowali i wrócili do Polski.
    Jak twierdzą małżonkowie M., o podejrzanych praktykach Hartmuta Friese dobrze wiedzą miejscowe władze. Od lat nic jednak się nie dzieje, bo bauer Freise potrafił się dobrze zabezpieczyć. Jego brat jest policjantem, a była żona pracuje w Arbeitsamcie.

Utrudniony (euro)kontakt
Aleksandra J. z Wielkopolski miała zamiar wyjechać do Niemiec na zbiór jabłek. Trafiła na ofertę firmy Eurokontakt Projekt Serwis z Wrocławia. Warunek spełnienia marzeń był tylko jeden – wpłata na konto firmy 270 złotych. Tak też uczyniła i zgodnie z umową czekała na sygnał o dacie wyjazdu. Było lato 2005 roku. Czekała od czerwca do września. Niestety, do wyjazdu nie doszło. Aleksandra J. zażądała zwrotu poniesionej opłaty. Firma jednak odmówiła, tłumacząc się, jakoby wina leżała po stronie klienta.
Osoby, które miały podobne doświadczenia w kontaktach z firmą Eurokontakt prosimy o kontakt z redakcją.

Polak skubie Polaka
Piotr Będkowski, który tymczasowo zameldował się w Toledo (Hiszpania), przy av. Andaluzja 45, znalazł pomysłowy sposób na oskubanie swoich rodaków. Daje ogłoszenia do krajowych portali internetowych o pracy w ogrodnictwie na południu Francji. Warunki fantastyczne: 8 euro za godzinę, urlopy do uzgodnienia, pomoc w znalezieniu mieszkania. Jednak zawsze – tuż przed samym wyjazdem – ktoś dzwoni i informuje, że właśnie trafiło się wolne mieszkanie, za jedyne 450 euro miesięcznie. Konieczna opłata z góry. Do zapłaty nikt nie zmusza. Informuje się tylko, że alternatywą jest pokój w hotelu za 100 euro na dobę.
Niektórzy dali się skusić i wpłacili żądane 450 euro na osobiste konto Piotra Będkowskiego. Następnie – czego można było się spodziewać – wszelki kontakt z Piotrem oraz paniami Magdą i Dorotą (które pomagają Piotrowi odbierać telefony) urywał się.
Ku przestrodze podajemy numer telefonu, którym posługiwał się oszust z Toledo – 0034-697293657, oraz jego adres mailowy: . Teraz prawdopodobnie te dane są już nieaktualne, ale metoda naciągania ludzi zapewne została ta sama.

Znamy te numery
Ośrodek Doradczo-Informacyjny w Wałbrzychu, prowadzony przez Dorotę Marzec, za jedyne 50 złotych wysyła „Wniosek wstępny”, który stanowi rozpoczęcie procedury „pomocy i pośrednictwa przy uzyskaniu zezwolenia na pracę w krajach UE”. Z wniosku wynika, że trzeba zapłacić kolejne 150 złotych, aby dalej sprawą zajęła się kolejna firma – tym razem Vindex-Work z Nysy. Ale na tym nie koniec łańcuszka pośredników. Na samym końcu jest niemiecka firma Germanicus Buroservice Thomas Nick z Wallmoden, która za swoja usługę żąda okrągłe100 euro.
 O podobnych firmach i łańcuszku pośredników, które w razie czego wzajemnie wypierają się odpowiedzialności, pisaliśmy już wiele razy. Jeśli dobrze się wczytać w ich ofertę, naprawdę nie gwarantują pracy, a tylko obiecują, że będą czynione starania w celu jej załatwienia itd. Naszym zdaniem, od początku do końca jest to jeden wielki blef. Dlatego radzimy dać sobie spokój z tego typu ofertami.
Józef Leszczyński

Ramka/kostka
Czekamy na Państwa listy!
„Praca i Nauka za Granicą”
ul. Sygietyńskiego 47
64-100 Leszno
e-mail:

 

Porady prawne
Niemiecki paszport
Adwokaci polskojęzyczni w Niemczech
Niemieckie przepisy
Sonda
Czy uważasz, że Polska powinna znieść wszelkie ograniczenia przy zatrudnianiu Ukrainców?