Strona główna » Włochy » Życie na włosku
 
 
Praca sezonowa
Niemcy
Na zbiory do Niemiec
Włochy
Francja
Austria
Holandia
Hiszpania
Skandynawia
Kraje pozostałe
Europa

Uwaga! Wszystkie teksty
pochodzą z dwutygodnika:
"Praca i Nauka za granicą".
Oszukany, oszukana
17.02.2006

Włochy | Nieudana wyprawa
Życie na włosku
„Przy kolejnej próbie wejścia na stok nogi odmówiły mi posłuszeństwa, a potem rozbolała mnie głowa i brzuch” –  tak opisuje swoje przeżycia Janusz, z małej wielkopolskiej mieściny, który wyjechał do pracy w Toskanii.
Janusz nie spodziewał się, że z dnia na dzień straci pracę. Po kilku miesiącach bezskutecznych poszukiwań jakiegokolwiek zajęcia pozbył się złudzeń, co do możliwości rychłego znalezienia pracy w kraju. Dlatego, kiedy znajomy jego żony zaproponował mu wspólny wyjazd do Włoch, nie zastanawiał się długo.
To miał być trzymiesięczny wypad do pracy przy wyrębie lasów w Toskanii. Średnio siedem godzin dziennie, przy stawce 7 euro za godzinę. Oczywiście nie było mowy o ubezpieczeniu.
Wśród wilków
Dla Janusza, leśnika z zawodu, takie zajęcie nie wydawało się ani szczególnie trudne, ani niebezpieczne. W tej opinii utwierdzał go jego kompan, który od jakiegoś czasu zajmował się wycinką w górzystym rejonie Italii i szukał kogoś do pomocy. – Zapewniał mnie, że góry nie są wysokie, ale na miejscu okazało się, że najwyższe szczyty mają ponad dwa tysiące metrów wysokości – wspomina Janusz. – Po przybyciu  do Włoch na początku lipca, czekała nas jeszcze długa jazda w upale, zanim dotarliśmy na miejsce. Na sam koniec musieliśmy się wspinać do chaty,  w której przyszło nam mieszkać. Przy okazji usłyszałem jak to skończyła poprzednia właścicielki domu. Podobno rozszarpały ją wilki.
W chacie zakwaterowano ich obok trójki Polaków, przebywających tam od dawna. Mężczyźni pracowali dla dwóch braci -Włochów, którzy prowadzili niewielką firmę, zajmującą się wycinką drzew i krzewów przy drogach i autostradach. Janusz miał do nich dołączyć.
Piekielne góry
 Do pracy wyjechali następnego dnia o szóstej rano. Po dwóch godzinach jazdy dotarli w okolice Parmy. Ich zadanie polegało na wycinaniu krzewów i drzew, porastających strome zbocza dróg, które wiły się serpentynami wokół szczytów. – Nachylenie niektórych stoków sięgało siedemdziesięciu stopni, a trzeba było tam wejść z pilarką, a następnie wspiąć się raz jeszcze, z liną na plecach, żeby zaczepić ścięte drzewo – wspomina Janusz. – Z góry widok był przerażający, bo różnica wysokości wynosiła niekiedy sto metrów, a my w  żaden sposób nie byliśmy zabezpieczenie przed ewentualnym upadkiem. Jednak znacznie bardziej uciążliwe były wysoka temperatura i wilgotność. – Po zaledwie dwóch godzinach byłem ugotowany, ukrop był taki, że ciężko było nawet oddychać – mówi niedoszły drwal. – Pierwszy raz w ciągu jednego dnia wypiłem sześć litrów wody. W końcu, przy którejś próbie wejścia z siedmiokilową pilarką na stok, nogi odmówiły mi posłuszeństwa, a przed oczami pojawiły się ciemne punkciki. Przez chwilę nie wiedziałem, co się ze mną dzieje, po czym rozbolała mnie głowa i brzuch. Resztę dnia Janusz spędził leżąc na wznak, co chwila powtarzając zdumionemu włoskiemu majstrowi „Mi fammale pancia, me fammale testa” (boli mnie głowa, boli brzuch). Na szczęście znał te kilka włoskich słów.
Czas do domu
  Janusz zrozumiał, że ta wycinka przerasta jego możliwości, więc nie pozostało mu nic innego, jak spakować manatki i wracać do kraju. Musiał tylko zorganizować pieniądze na powrót. Gotówka zabrana z Polski wystarczyła na dojazd do Włoch, gdzie przecież nic nie zarobił. Dlatego Janusz sprzedał buty, spodnie oraz przywiezione z kraju środki czystości. Dodatkowo zapożyczył się od rodaków na 30 euro.
W lecie ubiegłego roku ten sam kolega zgłosił się do Janusza z propozycją wyjazdu, w to samo miejsce. Ten jednak odmówił. Jakby na potwierdzenie słuszności swej decyzji doniesiono mu o tragicznym zdarzeniu, które spotkało dwóch Polaków, też zatrudnionych przy wyrębie. Podczas pracy ciągnik stoczył się ze zbocza, przygniatając jednemu z nich miednicę i nogi. Kolega, który pośpieszył mu z pomocą, zranił się w rękę. Włoski pracodawca zawiózł obu do lekarza, gdzie ciężko rannego prześwietlono, a kiedy nie stwierdzono obrażeń wewnętrznych, założono szyny na połamane nogi i zwolniono do domu. Włoch nakazał im wracać do kraju, a zarobione przez nich pieniądze zatrzymał na poczet rachunku od chirurga. W porównaniu z nim Janusz i tak miał dużo szczęścia. –  Tam jesteś zdany wyłącznie na siebie i łatwo możesz paść ofiarą różnych oszustów i naciągaczy. Zwłaszcza, jeśli przyjechałeś „w ciemno” i szukasz pracy na miejscu – przestrzega Janusz. – Ja chętnie pojechałbym do Toskanii raz jeszcze, ale tylko jako turysta.
Adam Cichy

 

Porady prawne
Niemiecki paszport
Adwokaci polskojęzyczni w Niemczech
Niemieckie przepisy
Sonda
Czy uważasz, że Polska powinna znieść wszelkie ograniczenia przy zatrudnianiu Ukrainców?