Strona główna » Włochy » Pomidorowe szaleństwo
 
 
Praca sezonowa
Niemcy
Na zbiory do Niemiec
Włochy
Francja
Austria
Holandia
Hiszpania
Skandynawia
Kraje pozostałe
Europa

Uwaga! Wszystkie teksty
pochodzą z dwutygodnika:
"Praca i Nauka za granicą".
Oszukany, oszukana
17.03.2006r.

WŁOCHY |
Ciężka praca na pnantacji Renza
Pomidorowe szaleństwo
Pracownicy sezonowi wyjeżdżają tłumnie do Włoch kilka razy w roku. Na sadzenie pomidorów, potem ich zbiór, ścinanie szparagów czy zbiór oliwek. Na przełomie marca i kwietnia wyruszą busy z osobami, których zadaniem będzie obsadzenie pomidorami całych plantacji.
Była połowa marca. Moja znajoma, Teresa, z którą zamierzałam pojechac na Półwysep Apeniński powiedziała, że praca jest intensywna, ciężka, ale dobrze płatna,. Ponieważ dziennie pracuje się nawet do 12-13 godzin, więc łatwo obliczyc jaki będzie zarobek. Na południu Włoch stawki są znacznie niższe niż na północy i przeciętnie Włosi płacą jakieś 3,50 euro za godzinę. Niestety zdarza się, że za pracę dostaje się mniej. Zwłaszcza jeśli pracę załatwiał pośrednik, który nadal pobiera haracz.
Szybki wyjazd
Chociaż zamierzałyśmy jechac na plantację Renza za tydzień lub dwa, to Włoch zmienił nasze plany. – Przyjeżdżajcie szybko, za dwa trzy dni zaczynamy – ponaglał nas przez telefon.
Tradycyjnie, w torby o pokaźnych rozmiarach zapakowałyśmy suchy prowiant, który miał nam wystarczyc na pierwsze dni, aż do zaliczki. Wczesnym rankiem, ostatnią sobotę marca wsiadłyśmy do busa, który miał nas zawieźc do Manfredonii na półwyspie Gargano.
– Nie wiem jak ty, ale ja idę jutro do pracy – cieszyła się Teresa. – Przyjedziemy pewnie rano, więc można jeszcze popracowac kilka godzin.
– Obyśmy zajechały w ciągu dnia – pomyślałam znając zwyczaje kierowców busów, którzy wożą pasażerów w różne zakątki półwyspu i często podróż wydłuża się dwukrotnie.
Nie myliłam się. Chociaż kierowca wcześniej zapewnił nas, że pojedziemy autostradą wzdłuż Adriatyku prosto do Foggi, to nasz pobyt na półwyspie zaczął się od jego zwiedzania. Mknęliśmy podziwiając morskie krajobrazy, motorówki przecinające błękitną taflę wody, to znów wzburzone fale z białymi grzywami. Nagle z autostrady skręciliśmy w stronę Apeninów. Przejeżdżaliśmy przez niekończące się tunele, skaliste, pozbawione roślinności góry o ceglanej barwie, minęliśmy Monte Cassino... Wreszcie po wielu godzinach naszym oczom ukazało sie Morze Tyrreńskie, a po chwili Neapol. Dopiero w poniedziałek rano dotarliśmy do Foggi.
Deszcz, śnieg i brak pracy
Kiedy wyjeżdżaliśmy z Polski było ciepło i słonecznie, podobnie jak w poniedziałkowy ranek, który miał byc pierwszym dniem naszej pracy. Jednak koło południa niebo zasnuły chmury i zaczął padac deszcz, a potem śnieg, rzadko spotykany o tej porze roku w miejscu tak daleko wysuniętym na południe. Było zimno i mokro.
Renzo zakwaterował nas w mieszkaniu znajdującym się w budynku gospodarczym. Nie zamierzałyśmy jednak oczekiwać bezczynnie na poprawę pogody. Zaproponowałam zwiedzanie okolicy. Teresa zdenerwowana wciąż oddalającą się wizją zarobienia euro, w końcu dała namówic się na wycieczkę. Zwiedziłyśmy Sanktuarium Matki Boskiej Łaskawej w San Giovanni Rotondo, gdzie większośc swojego życia spędził Ojciec Pio. Później pojechałyśmy do Incoronaty, gdzie w Sanktuarium znajduje się cudowny obraz Matki Bożej. To jedno z trzech miejsc na świecie, gdzie twarz Madonny ma czarną karnację.
Nareszcie w polu
Wreszcie po 10 dniach poszłyśmy do pracy! Całe szczęście, bo z żywności, którą zabrałyśmy z Polski zostało nam tylko kilka chińskich zupek.
Renzo zawiózł nas na pole wyglądające – z powodu rozciągniętych pasów folii z regularnymi otworami na obu brzegach – jak pasiak łowicki. Wręczył styropian z sadzonkami i narzędzie z ostrym szpikulcem. Należało robic nim przez otwory w folii dziury w ziemi i wsuwac w nie sadzonki. Po kilku godzinach pracy bolały nas plecy, na dłoniach – mimo, że pracowałyśmy w rękawiczkach – robiły się pęcherze. Na polu pracowało już od paru dni kilka Bułgarek. Pomidory sadziły szybko i zręcznie, a ja z Teresą wyraźnie zostawałyśmy w tyle.
Po południu na pole przyjechał traktorem Leszek i pocieszył nas, że następnego dnia ziemia będzie bardziej sucha i będziemy mechanicznie sadzic pomidory.  – Na sadzarce będzie o wiele łatwiej – pocieszała mnie Teresa.
Sadzenie zmechanizowane
Następnego dnia urządzenie, które miało ułatwic nam pracę już czekało na polu. Do ciągników przymocowane były sadzarki z dwoma lub trzema siedzeniami, obok których na drążku zamocowane były styropiany z sadzonkami. Należało je wrzucac pojedyńczo w otwory na obracającym się kole. Jedną sadzarkę z trzema siedzeniami oprócz kierowcy ciągnika obsługiwały cztery osoby. Jedna z nas musiała ręcznie dosadzac za maszyną sadzonki tam, gdzie ich brakowało lub zostały niewłaściwie umieszczone w ziemi. Wydawało mi się, że wrzucanie pomidorów w otwory będzie dziecinnie proste, ale kiedy koło zakręciło się w zawrotnym tempie, otwory niemal zlały się w jedną linię, a ze styropianów zaczęła kapać woda.
Zmieniłam zdanie. Jednak ręczne dosadzanie było zajęciem jeszcze bardziej męczącym. Pomijając fakt, że trzeba było chodzic cały dzień za maszyną, a południowe słońce grzało niemiłosiernie w plecy, to wbicie owego narzędzia w suchą, zbryloną ziemię było prawdziwym wyczynem. Na domiar złego, sadzonki rzadko były prawidłowo umieszczone w ziemi, zwykle zbyt głęboko lub płytko.
    Pola na południu Włoch usiane są kamieniami. Rolnicy dbający o dobre plony starają się je usuwać, oczywiście przy pomocy taniej siły roboczej, czyli Polaków. Jednak niektórzy zupełnie nie przejmują się tym, że kamienie bardzo często niszczą maszyny. To jest jedna z cech mieszkańców Półwyspu Apenińskiego, której nie potrafię zrozumieć...
Wielkanoc
    Ani się obejrzałyśmy, a nadeszły święta. Nie towarzyszył im nastrój wyczekiwania, jaki obserwujemy w Polsce. Nie było widac też żadnych przygotowań. Mimo to postanowiłyśmy z Teresą, że my spędzimy te święta tak jak w kraju. W Wielką Sobotę Renzo jak zwykle pożegnał się z nami po pracy, nie wspominając nic o wolnych dniach! Okazało się, że Wielkanoc we Włoszech, a zwłaszcza na terenach rolniczych, to zwykły dzień pracy. Kiedy pogoda sprzyjała pracom, nikt nie myśli o świętowaniu.
    Tego było za wiele! Oznajmiłam Renzowi, że w Wielkanoc na pewno nie może liczyc na moją i Teresy obecnośc w polu. Pracodawca był trochę zaskoczony i niezadowolony, bo nasza nieobecnośc psuła organizację pracy, ale zgodził się. Pozostali Polacy nie mieli odwagi poprosic o wolne...
Dorota Sobolewska-Bielecka

 

Porady prawne
Niemiecki paszport
Adwokaci polskojęzyczni w Niemczech
Niemieckie przepisy
Sonda
Czy uważasz, że Polska powinna znieść wszelkie ograniczenia przy zatrudnianiu Ukrainców?